Atari XL/XE,  Gry,  Software

Laura dalej w podróży – czas na „Nowe Przygody Laury”

Na początek dobra wiadomość w przyszłym tygodniu już Święta! 🙂 Część z Was zabiegana, ostatnie zakupy do zrobienia, zaczynamy już przystrajać nasze domy i mieszkania, w kuchniach powoli unoszą się zapachy zarezerwowane tylko na ten specjalny czas. Martwiących się o moje ogrodowe sikorki informuję, że mają się dobrze, akcja pod kryptonimem „Słonina” w pełni działań operacyjnych, a samiczka kosa nadal widywana w ogrodzie, który bez wątpienia kosy wybrały sobie jako miejsce na zimowisko racząc się owocami jabłoni, która w tym roku obrodziła wyśmienicie. Samiec co prawda widywany jest rzadziej ale zapewne znalazł sobie jakieś ciekawe hobby przed świętami i oddał się temu zajęciu unikając skutecznie prac domowych. 🙂 Całego tego ptasiego towarzystwa dalej dzielnie pilnuje pies powstrzymując kota sąsiadów od wyczynowej turystyki pieszej.

NASA, Public domain, via Wikimedia Commons

W nadchodzącym tygodniu będziemy mieli aż dwa wyjątkowe zjawiska astronomiczne, jedno w skali roku, a drugie w skali pokolenia. Już mówię o co chodzi. Tak jak wiecie, Ziemia krąży wokół Słońca po orbicie eliptycznej i jest pochylona w stosunku do tej orbity pod  kątem: 23st. 27’. W zależności od położenia na swojej orbicie Ziemia ma okresy większej ekspozycji na światło słoneczne albo na półkuli północnej albo południowej. Stąd mamy pory roku i związane z nimi różnice długości dnia i nocy (szczególnie na wyższych szerokościach geograficznych). W nadchodzącym tygodniu dojedzie do przesilenia zimowego, czyli Ziemia osiągnie największe oświetlenie półkuli południowej i najmniejsze północnej. W tym roku stanie się to dokładnie 21 XII o godzinie 11:02 naszego czasu. W tym momencie Słońce stanie w zenicie (kąt padania promieni 90st.) nad zwrotnikiem Koziorożca. Drugie zjawisko to już rarytas w skali pokolenia. Dojdzie do koniunkcji (czyli największego zbliżenia dla obserwatora z Ziemi, będącego wynikiem ustawienia planet i obserwatora niemalże w jednej linii) dwóch największych planet Układu Słonecznego: Jowisza i Saturna.

Saturn, NASA / JPL / Space Science Institute, Public domain, via Wikimedia Commons

Jako, że są to duże obiekty, będą widoczne gołym okiem lub do ich obserwacji wystarczy lornetka np. 10×50. Co to te 10×50? Już tłumaczę: 10 wyraża powiększenie obrazu w stosunku do obserwacji gołym okiem, a 50 średnicę obiektywu w mm. Jeżeli planujecie zakup lornetki, to już wyjaśniam o co chodzi w kombinacji tych 2 liczb: jasność obrazu maleje z kwadratem powiększenia, ale rośnie z kwadratem średnicy obiektywu, dlatego jeżeli chcemy mieć obraz o jasności podobnej do tej, jaką widzimy gołym okiem to musimy przy dużym powiększeniu zadbać o odpowiednio większą średnicę obiektywu.

Jowisz, NASA, ESA, and A. Simon (Goddard Space Flight Center), Public domain, via Wikimedia Commons

Wracając do koniunkcji nastąpi ona również 21 XII i odległość pomiędzy obiektami na niebie wyniesie tylko 6 minut kątowych (1/10 stopnia). Następne takie zjawiska wypadną: 31.10.2040, 7.10.2060, 15.03.2080 i 18.09. 2100.  Dodatkowo ze względu na  różnice w nachyleniu orbit planet będzie to największe zbliżenie od 1623 roku czyli od czasów Galileusza(!). Aby zobaczyć to zjawisko, pół godziny po zachodzie Słońca (gdzieś ok. 16:30) nisko na kierunku południowo-zachodnim wypatrywać będzie trzeba te dwie planety niemal zlewające się w jeden punkt. Niestety dwie godziny później zajdą już pod horyzont, więc czasu na obserwacje nie będzie zbyt wiele.

Kamień Słońca, Rosemania, CC BY 2.0, via Wikimedia Commons

Astronomia nie była też obca Aztekom, używali oni dwóch kalendarzy: słonecznego (365 dni) i  wróżbiarskiego (260 dni). Co 52 lata dochodziło do zrównania kalendarzy i był to czas wielkich uroczystości i czas, który rozdzielał epoki. My dzisiaj zajmiemy się trzecią „epoką” Laury na naszym blogu czyli po wywiadzie z twórcą Laury Larkiem i opisie Laury w jej najnowszym wydaniu, czas zobaczyć co słychać u Laury w ramach jej „Nowych Przygód” będących dalszą częścią jej azteckiej wyprawy. Zróbcie sobie zatem przerwę w porządkach, weźcie dobrą kawę, jak się uda zwędźcie z kuchni kawałek piernika i zaczynamy! Jako, że za oknem zimno kocyk też nie zawadzi. 🙂

W nowych przygodach Laura jako doświadczona podróżniczka po pokonaniu 96 pełnych niebezpieczeństw poziomów, wraca z powrotem do azteckiego świata aby zmierzyć się z pułapkami zastawionymi tam przez retro-archeologów-podróżników z całego świata. 🙂

Zacznijmy od genezy postania „Nowych Przygód Laury”. Jak to w świecie retro-komputerów bywa wszystko zaczęło się od kasety magnetofonowej. 😉 W październiku 2017 roku na forum atarionline.pl CCWRC wysunął nieśmiały projekt wydania „Laury” na kasecie (oryginalna „Laura” wydana została na kartridżu). Nie miała to być gra ze standardowymi poziomami, ale wersja z 16 nowymi planszami stworzonymi przez graczy za pomocą programu „Laura Konstruktor” napisanego przez Larka na platformę PC. Aby uniknąć długiego wczytywania z taśmy gra miała być pozbawiona intra i wydana tylko w angielskiej wersji językowej. Ogłoszony został konkurs, prace nadsyłać można było do końca 2017 roku i po 9 miesiącach od zakończenia konkursu powstały „Nowe Przygody Laury” wydane na kasecie. Zwycięzcą konkursu został Paweł Kuczmański, drugie miejsce zajął CCWRC, trzecie: Germán González-Morris, czwarte: Larek. Oczywiście dodany został system kodów do poziomów, tak aby po wyłączeniu zasilania, można było rozpocząć grę od poziomu, na którym się ją ostatnio zakończyło.

Opisana tu wersja „Nowych Przygód” jest jej drugim wydaniem, ale za to pierwszym na kartridżu. Po prostu przy okazji obecnej trzeciej edycji „Laury” Retronics zaproponował także wydanie „Nowych Przygód”. Larek przerobił wersję kasetową na kartridżową, a plusem tego zabiegu jest to, że gra uruchamia się na 64KB RAM zamiast wymaganych w wersji kasetowej 128KB, co mocno ograniczało grono graczy (standardową ilością pamięci operacyjnej w Atari było 64KB i tylko Atari 130XE posiadało tej pamięci więcej).

Gra wydana przez Retronics ma duże walory estetyczne i kolekcjonerskie. Od razu w oczy rzuca się eleganckie zafoliowane pudełko (tym razem Laura jest na nim kolorowa 🙂 ), w środku którego znajdziemy pięknie wykonany biały kartridż i dwie instrukcje do gry: polską i angielską. Całości dopełnia bardzo ładny plakat podnoszący walory kolekcjonerskie wydania.

Włóżmy zatem kartridż do gniazda i odpalmy nasze Atari 65XE. To co zachwyca to czas startu. Dzisiejsze programy, wczytują się, mulą, dociągają update’y z internetu, generalnie czekamy i czekamy. Tu start jest natychmiastowy. Oczywiście, jest to zasługą zapisania kodu programu w pamięci ROM. Gdybyśmy mieli wczytać go z taśmy magnetofonowej to mamy 15 minut czekania gwarantowane. 🙂 Program od razu wita nas planszą główną, nie ma tu intra i po wciśnięciu klawisza start albo przycisku Joystick’a zaczynamy przygodę. Poziomy są zróżnicowane, wstyd się przyznać ale autor bloga ugrzązł w piaskach na plaży poziomu trzeciego jak Robinson Crusoe i trochę mu zajęło rozwiązanie tamtejszej zagadki. 🙂 No cóż, wbrew pozorom to dobry znak, bo poziomy nie są trywialne i trzeba trochę „pokombinować”. Generalnie gra się podobnie jak w „zwykłą” Laurę i poza brakiem intra oraz nowymi 16 planszami gra jest niemal identyczna z wersją podstawową „Laury”.

Na pytanie czy warto ją kupić, odpowiedź jest jak najbardziej pozytywna. Jeżeli ktoś ma już wersję podstawową, to dobrym uzupełnieniem będą „Nowe Przygody” tym bardziej, że są naprawdę bardzo porządnie wydane, a sama gra: „Laura” jest jedną z najlepiej odebranych na świecie polskich produkcji ostatnich lat, która wyszła na ośmiobitowe Atari. Co dalej planuje Larek zapytacie? W wywiadzie potwierdził, że planuje coś wydać w najbliższym czasie, ale jak to określił zgodnie z prawami fizyki, czas jest pojęciem względnym. 😉

Jednak coś się dzieje: Larek i Borsuk ogłosili konkurs na kolejne etapy „Laury”, jeżeli ktoś jest zainteresowany, to więcej szczegółów znajdzie tutaj. Co ciekawe nie trzeba do tego mieć Atari, edytor poziomów jest napisany na PC, a do dyspozycji mamy również PC-towy emulator Atari.

Oczywiście dla rasowych Retromaniaków używanie emulatora to jak lizanie lodów przez szybę, ale na początek to wystarczy (pamiętajcie, że w języku polskim mamy do czynienia tylko z liczbą mnogą tego smakowitego wyrazu – jemy lody, a nie loda. 🙂 Jak zawsze za skojarzenia Czytelnika autor odpowiedzialności nie ponosi 😉 )

Jeżeli ktoś jest zainteresowany zakupem „Laury” lub „Nowych Przygód” odsyłam na stronę wydawcy, firmy Retronics.

Kończymy dzisiejszy wpis,  pozostaje życzyć Wam spokojnego weekendu, czerpania radości z przygotowań, świątecznej atmosfery, spotkań z bliskimi i czasu tylko dla nich oraz oderwania się od rzeczywistości i cofnięcia o 30 lat w świat retro-komputerów. Mam nadzieję, że prezenty pod choinką tę podróż ułatwią. 🙂

Na koniec stroik wykonany przez Małżonkę Kolegi, zobaczcie jaki kunszt wykonania, no i ten retro-szyk! 🙂

Wesołych Świąt życzy Retro HC Lab!

Jeden komentarz

  • Ewa i Piotr

    Jako „nieposiadacz” Atari nie miałem możliwości grania w Laurę. W owych czasach Atari 65XE było niedoścignionym marzeniem z Pewexu i jedynie Comodore 64 mogło na chwilę odciągnąć wzrok od Atari. Patrząc na screeny widać pasję ludzi, którzy przecierali dopiero szlaki informatyczne pod strzechami.
    Skoro o Laurze nie mam wiele do powiedzenia to może króciutko odniosę się do wnętrza samochodu z „Powrotu do Przyszłości” , który jest na głównej stronie tego bloga/blogu bo przypomina ciekawą historyjkę. John DeLorean (zaskoczeniem dla mnie była informacja, że to było nazwisko rumuńskie..) brał latami udział w kształtowaniu kultowych maszyn General Motors – między innymi Camaro, Firebird czy Banshee. W szczycie formy zadarł nos i odszedł z GM chcąc stworzyć własną legendę. Pomysł był prosty: genialny inżynier, współpraca z doskonałymi koncernami europejskimi by wyprodukować silnik, projektant od Lotusa – nie mogło się nie udać. Jak pomyślał – tak zrobił … Góra napięła się, stęknęła raz, drugi i wypadł bobek o nazwie DeLorean, który gdyby nie kasowy film stał by tylko w garażu twórcy. Maszyna która miała latać mając silnik V6 o pojemności prawie 3 litrów wyrzucała z siebie (werble) 190KM pożerając przy tym cysternę paliwa. John DeLorean był bez wątpienia wyznawcą dobrej zmiany i wierzył święcie, że jak on się weźmie za gotowanie to zostanie mistrzem widelca. Gdyby czasem różni domorośli kucharze, mechanicy, magicy zajrzeli czasem do historii mogliby przeczytać, że ten klops może być niezjadliwy, … no chyba, że znajdzie się ktoś kto nakręci film ratujący sytuację…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.