Historia

Wigilijne opowieści i marzenia

Dzisiaj wyjątkowy dzień: 25 grudnia roku 2020. Już same Święta są czymś wyjątkowym i wczoraj zdałem sobie sprawę, że dane jest nam być średnio tylko na 80 Wigiliach z czego świadomie zapewne na trochę mniejszej ilości. 🙂 Rok 2020 też jest inny. Wielu z nas zdało sobie sprawę jak ważne są spotkania na żywo z drugim człowiekiem i jak bardzo nam tego brakuje. Kiedyś nie było gier online, aby zagrać z kolegą trzeba było go mieć fizycznie obok siebie i to z drugim joystick’iem w ręku. Dzisiejszy wpis też będzie trochę inny, chciałbym wrócić do Świąt sprzed lat i marzeń jakie towarzyszyły nam w związku z nimi 30-40 lat temu.

Na początek wieści z ogrodu: sikorki mają się świetnie, przybyła jakaś nowa nieznana mi ich banda i wspólnie z dotychczasową ekipą poprawiają opływowość kształtów w części brzusznej zbliżając się coraz bardziej do maksymalnej, krytycznej masy startowej. Pies oczywiście jak zawsze na służbie, dzielnie pilnuje tego towarzystwa, dalej żałując, że ta niesolona słonina wisi tak wysoko i że psom natura skrzydeł poskąpiła. 😉 Chwytajcie kawałek świątecznego ciasta, do tego dobra kawa i obowiązkowo wygodna kanapa lub fotel w zestawie z ciepłym świątecznym kocem. Ładujemy to wszystko do DeLorean’a, rozpędzamy go i… cofamy się w czasie. 🙂

JMortonPhoto.com & OtoGodfrey.com / CC BY-SA 4.0) via Wikimedia Commons

Zacznijmy od tego jakie były nasze Wygilie i czy różniły się od dzisiejszych? Na pewno nie było reklam, nie było takiej komercji jak dziś, a i też możliwości były dużo skromniejsze. Zakup prezentów, zakup szynki na święta, a nawet zakup zwykłych cytrusów były może nie niemożliwe do zrealizowania, ale na pewno były wyzwaniem. Co do samych spotkań przy stole wigilijnym to ja pamiętam trzy ich rodzaje, najlepsze były duże zjazdy rodzinne, spaliśmy w domu dziadków razem z kuzynami, dziadek przygotowywał w piwnicy dla nas kilka skrzynek oranżady, a dzień przed wigilią po cichu wkradaliśmy się na strych aby sprawdzić jakie prezenty dla nas Mikołaj przygotował. Pamiętam scenę jak kuzyn z okienka na strychu wołał swoją siostrę, która była na ogrodzie, aby przyszła do niego i zobaczyła ileż to babcia ma tam prezentów świątecznych. Niestety biedak trafił akurat na babcię wracającą do domu z zakupami i eksploracja strychu została ze skutkiem natychmiastowym przerwana. 😉 Pamiętam zapach zwykłej jodły u dziadków w salonie, nie te dzisiejsze niegubiące igieł, ale też niepachnące choinki. Pamiętam szeregowo połączone lampki choinkowe, gdzie ich rozplątywanie i szukanie przepalonej żarówki uczyło nas podstaw elektryczności. Pamiętam też Wigilie tylko w domu rodzinnym i pamiętam te mniej wesołe, gdzie z racji pracy na morzu brakowało przy stole wigilijnym Taty. Łączyliśmy się z nim przez Gdynia-Radio, chyba nawet w systemie simplex, czyli transmisja głosu odbywała się tylko w jedną stronę. Każdą z tych Wigilii łączyła jednak atmosfera świąt i marzenia nas dzieciaków związane z tym co po kolacji wigilijnej można będzie naleźć pod choinką. A były one różne. Z listów, które Mikołaj otrzymywał w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku można wyczytać, iż dziecięce marzenia swoją chmurą oplatały:

  • rower Wigry 3 (chociaż ten prezent był też hitem komunijnym)
    Lukas 3z, CC BY-SA 4.0, via Wikimedia Commons
  • aparat fotograficzny Smiena
  • samochód zdalnie sterowany
  • samochód na pedały – najlepiej “Moskwicz”
  • model samolotu do sklejania
  • czekolada z orzechami (tak, tak droga młodzieży – to był towar luksusowy)
  • magnetofon dwukasetowy stereo (tzw. jamnik)
  • walkman
  • klaser ze znaczkami pocztowymi
  • buty zapinane na rzepy
  • klocki Lego (to już był naprawdę rarytas)
  • żołnierzyki i pojazdy wojskowe
  • samochodziki “Matchbox” – tzw. “resoraki”
  • lalka “Barbie”
  • kupowane w sklepach “prywatnych” figurki postaci znanych z filmów i TV: Gwiezdnych Wojen, Muppet Show etc.
  • kolejka elektryczna “PIKO”
  • chiński piórnik z przegródkami i pachnącą gumką, którą potem się zjadało w szkole 🙂
  • guma do żucia “Donald” z historyjkami komiksowymi
  • komiksy z serii “Tytus, Romek i A’Tomek”
  • dżinsy
  • zegarek elektroniczny
  • gra elektroniczna, najczęściej radziecka
  • piłka nożna
  • prosty keyboard
  • i oczywiście absolutny hit, klasa premium, kupowany za waluty “obce”: własny komputer 🙂

Każdy z tych prezentów cieszył, wiele z nich trzeba było “zdobywać”, ponieważ ich dostępność w sklepach była często ograniczona. Oczywiście pozostawał “Pewex” i “Baltona” ale te sklepy dla wielu rodzin ze względu na ceny były poza zasięgiem. 

Cieszył nas każdy drobiazg i pamiętam, że to co dostaliśmy, szanowaliśmy i staraliśmy się nie zniszczyć. Pamiętam, też wymiany: – “ja ci pożyczę Matchbox’y jak ty mi pożyczysz komiksy.” Czasem te wymiany były też na stałe, ku zmartwieniu naszych rodziców, bo wymiana Matchbox’ów na kilka katalogów zachodnich firm w ich oczach nie była najlepszym interesem. 🙂 Co do tego szanowania to pamiętam jeden wyjątek, strasznie podobały mi się kabriolety i za pomocą brzeszczotu odcinałem resorakom dachy. 😉 Dla rodziców było to zniszczenie, ale dla mnie to był w najczystszej postaci tuning, chociaż wtedy nikt takiego słowa nie używał. 🙂

Było skromnie, ale wesoło i cieszył nas każdy prezent. Dzisiaj mamy dużo większe możliwości, ale z racji, że wszystko jest łatwo dostępne, coraz trudniej trafić z prezentem. Nasze mamy mówią: – “Ja wszystko mam”, z teściami i ojcami już trochę łatwiej bo narzędzia zawsze są dobrym prezentem, ale dzieci a szczególnie nastolatki to już wyższa szkoła jazdy. Nie ma tu szablonu, poruszamy się po terenie nieznanym i często bez przewodnika 🙂 Zapytałem wczoraj pokolenie kroczące po kartach historii przed moim, o to co było marzeniem z czasów dzieciństwa i okazało się, że była to kolejka elektryczna, a najlepiej makieta zajmująca cały pokój. U mnie były to komputery. Ale zapytawszy pokolenie nadchodzące po moim, nie uzyskałem jednoznacznego wskazania. Cóż czasy się zmieniają i tak naprawdę, nasze dzieci są pierwszym pokoleniem, które nie znało PRL’u, czasu permanentnego niedoboru towaru, ale też czasu, gdzie ludzie częściej się spotykali, gdzie na imieninach pomimo małych mieszkań schodziły się całe rodziny i znajomi, i do tego z dziećmi, gdzie naszym światem było “podwórko”, a Facebook’iem, Messenger’em i Instagram’em najzwyklejszy trzepak. 🙂

Ignacy Płażewski, CC BY-SA 3.0 PL, via Wikimedia Commons

Trzymajcie się ciepło w te Święta i pamiętajcie o bliskich i przyjaciołach. Nawet jak nie możecie się z nimi spotkać osobiście, to zawsze mamy telefon, messenger i całe mnóstwo innych środków, aby zapytać co u nich słychać i porozmawiać, tak bez celu, bez pośpiechu, po prostu być razem… 🙂

Jeden komentarz

  • Ewa i Piotr

    To prawda, że technika, któa niby ludzi przybliża w zasadzie ich od siebie oddala. Mamy maile i sms’y , mamy tweety i połączenia video. Człowiek niby daleko a można go zobaczyć tak blisko i usłyszeć …. co jednak gdy przez cały dzień generacja it tuli się do telefonów nie starcz już miejsca ani czasu na dotknięcie się wzajemnie. Retro blog daje taki miły aromat wspomnień , nieprawdopodobne jak wiele rzeczy już zapominamy.
    W jednym z artykułów opisałeś grę Laura II i była tam kaseta magnetofonowa, miałem takich kaset przecież ze 100 ale dopiero patrząc na to zdjęcie zdałem sobie sprawę jak dawno takiego obrazu nie widziałem. Takich rzeczy juest wiele a zamieszczona w tym artykule lista prezentów powoduje, że łezka w oku się zakręciłą.
    Trzepak, pamiętam pod moim blokiem, co roku miał inny kolor bo ekipa remontująca osiedlowe drzwi wejściowe leciała wszystko jedną farbą. Taki wynalazek zamiast klubokawiarni był centrum rozrywki i spotkań towarzyskich. Czy widział ktoś dzisiaj jakiś trzepak? Są jeszcze gdzieś trzepaki?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.