Atari XL/XE,  Gry,  Software,  Wywiad

Gwiazdorski duet “L&L” – czyli Laura i wywiad z jej Twórcą Larkiem

Dni coraz krótsze, w sklepach (tych które są otwarte) „Black Friday” i internetowe szaleństwo zakupowe. Pogoda wypełnia coraz częściej kolorem mlecznej mgły nasze krajobrazy. Sikorki dostały w ogrodzie w ramach wsparcia dla mocno oblężonego zestawu obowiązkowego w postaci nasion słonecznika również kule tłuszczu i niesoloną słoninę. Jak tak dalej pójdzie to masa każdego z tych sympatycznych ptaków przekroczy maksymalną masę startową 🙂 . Co prawda pies mój przechodząc pod drzewem oblizuje się okrutnie i z tęsknotą spogląda w górę, ale sikorki pokazują mu dobitnie, że to tylko dla nich, nic nie robiąc sobie z jego obecności. To jednak igranie z losem, bo jak pies się obrazi i będzie miał w nosie (a nos ma sporych rozmiarów) bronienie ptaków przed kotem z sąsiedztwa, to będzie biada dla sikorek. Jeż ogrodowy z kolei zbiera liście do zimowego posłania, a kosy z robaków na trawniku przesiadły się na pałaszowanie owoców jabłoni ozdobnej i ognika. Każdy stara się najeść na zapas lub zrobić zapasy. My dzisiaj również zafundujemy sobie coś specjalnego, coś na jesienną aurę, nie do jedzenia co prawda ale do czytania 🙂 Weźcie sobie zatem ulubiony napój, nogi okryjcie kocem i zaczynamy! 🙂

Dzisiaj naszym wyjątkowym Gościem będzie Arkadiusz Lubaszka znany w świecie retro-komputerów jako “Larek”. Jest on Twórcą wielu gier, ale dzisiaj nawiążemy do tytułu “Laura”, która została grą roku 2016 w ramach konkursu “Kaz Kompo” i doczekała się właśnie trzeciego wydania. Poznajmy zatem naszego Gościa!

* * *

– Larek bardzo dziękuję, że przyjąłeś zaproszenie i zechciałeś poświęcić chwilę na spotkanie z nami i opowiedzenie o wyjątkowej grze, którą stworzyłeś. Powiedz proszę parę słów o sobie.

– Cześć.   Nazywam się Arkadiusz Lubaszka, syn Stefana i Mirosławy,  lat: PÓŁ WIEKU i mieszkam w znanym wszystkim Sosnowcu 😉

– Jak zaczęła się Twoja przygoda z komputerami, kiedy zaczęła się fascynacja nimi?

– Na początku komputery znałem z prasy. I nie były to jakieś konkretne marki czy modele, ale tak ogólnie maszyny liczące. W latach 80-tych kupowałem Młodego Technika, Radioelektronika i to właśnie tam zaczęły pojawiać się informacje o tych tajemniczych maszynach zwanych komputerami, które wszystko potrafią. W programach telewizyjnych takich jak Sonda czy późniejsze Spektrum też było coraz więcej o komputerach. Już wtedy zacząłem się uczyć programować studiując jakiś kurs Basic’a w czasopiśmie. Jednak tak na dobre wpadłem do tej rzeki dopiero, jak na własne oczy zobaczyłem komputer i to, jak można na nim pisać programy. Było to podczas spotkania organizowanego przez KMPiK (nie mylić z dzisiejszą siecią EMPIK, która powstała na bazie Klubu Międzynarodowej Prasy i Książki). Podczas tego spotkania mogliśmy podziwiać ZX Spectrum 48K i Atari 600XL. Człowiek, który przyniósł Atari zaczął pisać program, który naśladował ten, który wykorzystano w czołówce programu Spektrum, czyli takie składające się literki w słowo „SPEKTRUM”, a właściwie w wiele takich słów. Dla mnie to był czad! Też tak chciałem umieć. No i tak się to wszystko zaczęło.

– Słyszałem, że zaczynałeś programowanie podobnie jak ja od pisania programów w Basic’u pod ZX Spectrum i to również na kartkach, jak to wyglądało?

– Akurat ZX Basic był bardzo popularnym językiem programowania w… czasopismach. Gdzie tylko się człowiek nie obejrzał, to wszelkie kursy bądź przykłady programowania były oparte właśnie na tym dialekcie. Siłą rzeczy moje pisanie programów też zaczęło się od Basica w wersji na ZX Spectrum, bo innego nie znałem. Ponieważ nie miałem swojego komputera, to pisałem programy na kartkach papieru. Jak tylko u mojego kolegi z klasy pojawił się ZX Spectrum w domu, to zacząłem tworzyć gry i dawałem mu papierowe listingi do wprowadzenia. Niestety te gry podobno nie bardzo chciały mu działać 😉

– Jaki był Twój pierwszy własny komputer?

– Atari 65XE zakupiony osobiście w Pewexie w Katowicach przeze mnie za ciężko pożyczone przez mojego tatę od znajomego pieniądze. Wracałem do domu pociągiem z wielkim czerwonym pudłem na kolanach. Zazdrosne miny ludzi wokół bezcenne… A może tylko mi się tak wydawało? Najlepsze jest to, że miałem pieniądze tylko na komputer. Na magnetofon musiałem czekać kolejne dwa miesiące.

– skąd u Ciebie zainteresowanie 8-bitowym Atari?

– Dwóch kolegów z klasy miało przede mną Atari. Jeden 800XL, drugi 65XE. Często jeździłem do nich pograć i coś tam poprogramować. Dla mnie Atari było jedynym wyborem. Nie znałem kompletnie innych komputerów poza wspomnianym ZX Spectrum. No i w tamtym czasie jedynie Atari można było kupić w sklepie (to nic, że to Pewex). Dziś bardzo się cieszę z tego powodu, bo trafiłem wówczas na najlepszy 8-bitowy komputer 🙂

– Napisałeś wiele gier, jesteś w stanie policzyć ile ich było? I z których szczególnie byłeś zadowolony?

-W sumie gier i programów użytkowych powstało pewnie kilkadziesiąt. Większość jest udostępniona na mojej stronie http://www.arsoft.netstrefa.pl/programy.htm

Nie ma co owijać w bawełnę – najbardziej zadowolony jestem z gry „Laura”. „Wielki powrót pingwinów” też sobie bardzo cenię. Pozostałe również 😉

– Pamiętasz jakich języków programowania używałeś tworząc gry na 8-bitowe Atari?

– Zaczynałem od Atari Basic. Dość szybko zacząłem korzystać z Tubo-Basica XL. Na końcu nauczyłem się Asemblera.

– Nie ciągnęło Ciebie nigdy w kierunku maszyn 16-bitowych, chociażby do Atari ST lub do Commodore Amiga?

– Tak, ciągnęło. Często gapiłem się na prezentowane gry na Amigę w jednym ze sklepów komputerowych. Nie pamiętam, żebym gdzieś widział Atari ST w tym czasie. Amiga robiła wrażenie, ale to nie był komputer na moją kieszeń. 

– Powiedziałeś, że nie poprzestawałeś na grach, pisałeś także programy użytkowe, czy była to potrzeba chwili i pisałeś je dla własnych potrzeb, czy też ktoś zwracał się do Ciebie z problemem i dawałeś mu rozwiązanie?

– Wszystkie programy użytkowe zrobiłem na własne potrzeby. Jak potrzebowałem edytora znaków, żeby usprawnić tworzenie nowej gry, to sobie musiałem zrobić go sam, bo mało kiedy gotowe programy mnie zadowalały. Jak chciałem coś ładnie wydrukować na drukarce, którą kupiłem, to musiałem sobie napisać program do tego. I tak to się kręciło 😉

– kiedy powstało ArSoft Corporation?

– Na początku to było ArStudio, ale chciałem żeby nazwa była związana bardziej z programami, więc powstał ArSoft. A „Corporation” wziął się z tego, że Atari było „Corporation”, więc ja też tak chciałem. 🙂 Teraz tak mnie czasami nachodzą myśli, że jednak to ArStudio nie było takie głupie.

– Skąd bierzesz pomysły na gry?

– Robię badanie rynku i wówczas tworzę grę, jaką ludzie oczekują… żartuję. Znikąd, same wpadają mi do głowy. Najczęściej nie jest to kompletna wizja na całą grę, ale tylko na jakiś fragment. Później się to rozwija. Nie tak powinno wyglądać profesjonalne tworzenie gry, ale przecież to tylko hobby, więc nie ma co się przejmować, że robię to niepoprawnie.

– Przejdźmy do Laury, czy możesz powiedzieć skąd wziął się pomysł na tę grę? I skąd imię głównej bohaterki?

– Pomysł był taki, żeby sprawdzić, czy potrafię zaprogramować płynnego scroll’a ekranu we wszystkich kierunkach – tak jak to ma miejsce np. w grze Boulder Dash. Jak się okazało, że potrafię, to zakiełkował pomysł na grę. I tak się to zaczęło. Nigdy nie ukrywałem, że „moja” Laura wzorowana jest na pięknej poszukiwaczce przygód i archeolożce, która eksploruje starożytne grobowce i ruiny na całym świecie, czyli damskiej wersji Indiany Jonesa – na Larze Croft. Dopiero później grafik, który pracował nad grą wymyślił, że to będzie jeszcze taka całkiem młoda Lara 😉

– Jak wyglądało i ile zajęło jej tworzenie?

– Nad grą pracowaliśmy 6 lat. Piękną grafikę do gry stworzył Paweł Szewczyk „Ripek”, muzyką i efektami dźwiękowymi zajmował się Bartek Wieczorkowski „Wieczór”, no i ja próbowałem to zakodować. Pod koniec dołączył Tenchi, żeby przetestować dogłębnie grę.

Jak wyglądało tworzenie? Ech, kto by to teraz pamiętał?  😉

– Zdradź nam proszę jakich narzędzi używasz i w jakim języku programowania została napisana Laura?

– Gra została napisana w Asemblerze, a dokładnie, to pisałem ją w edytorze Notepad++. Później kod skompilowany został MAD-Assemblerem. Początkowo używałem prostego programu napisanego w Basicu na Atari do tworzenia etapów, ale szybko stwierdziłem, że jest mi potrzebne poważniejsze narzędzie – i tak powstał program na komputer PC napisany w Visual Basic. Aha, zrobiłem jeszcze na PC program do edycji obiektów, w którym Ripek mógł rysować poszczególne elementy gry z uwzględnieniem ograniczeń Atari (programy graficzne na PC nie wiedzą, co Atari może wyświetlić, a czego nie). Pozostałą grafikę Ripek tworzył zapewne w jakimś „normalnym” programie graficznym na PC. Natomiast Wieczór tworzył muzykę w programie RMT również na PC. Nie wiem, czy wcześniej nie użył jakiegoś zwykłego programu do komponowania muzyki na PC. Trzeba byłoby o to jego zapytać. 

– Gra ma piękną oprawę graficzną, jak znalazłeś Grafika, który zgodził się pracować nad grą z tak poważnym ograniczeniem jakim jest liczba kolorów i rozdzielczość na komputerze 8-bitowym?

– Na początku grafiką miał się zająć ktoś inny. Ponieważ jednak miał w tamtym czasie inne zajęcia, to zwróciłem się do Ripka z prośbą o pomoc. Na szczęście nie odmówił. Ripek był już wcześniej znanym grafikiem na scenie Atari, więc nie były mu obce ograniczenia komputera.

– Jak powstawała grafika, czy była rysowana ręcznie i potem dostosowywana do zdolności graficznych komputera?

– Nie jestem grafikiem, ale wydaje mi się, że grafikę trzeba od razu rysować w docelowej rozdzielczości i liczbie kolorów. Przypuszczam, że takie rysownie bez ograniczeń, a później próba degradacji grafiki do standardów komputera 8-bit nie przyniosłaby nic dobrego.

– Jaki największy problem musieliście pokonać, aby gra ujrzała światło dzienne?

– Moje umiejętności koderskie. Serio. Porwałem się z motyką na słońce. Gra, mimo że technicznie nie jest skomplikowana, to jednak wymagała ode mnie nauki od podstaw programowania w asemblerze. Kod przepisywałem od zera dwa albo trzy razy, bo uznawałem, że lepiej coś od nowa napisać niż poprawiać w nieskończoność błędne procedury.

Nie lada kłopot był też ze stworzeniem wersji na kartridż, bo trzeba wiedzieć, że banki pamięci w rozszerzonej pamięci RAM w Atari są w innym miejscu przestrzeni adresowej niż banki kartridża. Wymagało to przerobienia gry, a najpierw poznania sposobu obsługi kartridża przez komputer. Uważam, że nauka się przydała, bo kartridż z Laurą jest jednym z nielicznych współczesnych kartridży, które „wstają” po wciśnięciu klawisza RESET, co jest logiczne i naturalne, ale proszę spróbować zresetować inne gry wydane w ostatnich latach na „carcie”.   

– Kto zajmował się testami gry?

– Grę testował Tenchi, który jest graczem, a nie programistą, więc mógł chłodnym okiem ocenić grywalność Laury, a nie techniczne zawiłości kodu. Dzięki Tenchiemu zmieniłem w grze pewne niby drobne rzeczy, ale dzięki temu gra stała się jeszcze bardziej przyjazna graczowi. Na przykład początkowo Laura męczyła się rzucając kamienie, co objawiało się zmniejszaniem energii. Tenchi wybił mi z głowy taką głupotę 😀

– Laura została wydana w kilku językach i jest jedną z najlepiej odebranych gier na świecie, które wyszły w ostatnim czasie na Atari XL/XE, jak wyglądały prace nad lokalizacją? Było to tylko zrobienie zmian w tekstach, czy też musiałeś dołożyć trochę kodu w przypadku innych wersji językowych?

– Laura nie była tworzona z myślą o innych wersjach językowych, więc teksty są umieszczone w różnych miejscach pamięci. Niestety utrudniło to późniejsze prace nad zmianą tekstów. Kodu jako takiego nie dokładałem, ale należało zmienić zestawy fontów i grafikę, bo część napisów jest w formie graficznej. Nad kolejnymi wersjami językowymi bardzo dużo pomógł Paweł Kuczmański, który nadzorował prace z tłumaczami z całego świata.   

– Laura doczekała się tydzień temu 3 edycji, jest pięknie wydana, w profesjonalnym zafoliowanym pudełku, w środku jest instrukcja w 2 językach i kartridż z grą, zakładam, że nie jest to tania produkcja. Wiem, że dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają, 🙂 ale zaryzykuję i zapytam, ile egzemplarzy tym razem zostało wyprodukowanych i czy da się na tym zarobić, czy też tylko zwracają się koszty?

– W tym przypadku koszty się muszą zwrócić, bo Retronics, to normalna komercyjna firma, która z założenia ma przynosić dochód. To tylko wcześniejsze moje wydania były wycenione „po kosztach” części, a cała moja praca włożona w fizyczne wydanie (bo już o tworzeniu gry nie wspominam) była gratis 😉

O nakład trzeba byłoby zapytać już Retronics. Wydaje mi się, że kartridże są produkowane pod zamówienie z delikatnym tylko zapasem, żeby nie przesadzić i nie wyprodukować gier, które później się nie sprzedadzą.

Moje wcześniejsze dwa wydania obejmowały łącznie 200 sztuk. Danych z trzeciego wydania nie mam, ale mogę spokojnie zaryzykować twierdzenie, że Laura to najlepiej sprzedająca się gra na Atari ostatnich lat. Fakt, że liczę łącznie trzy wydania, ale co mi tam – jest się czym pochwalić.    

 

– Wraz z Laurą pojawiła się także kolejna gra „Laura, Nowe Przygody”, która o ile się nie mylę ma już swoje drugie wydanie, tym razem na kartridżu. Skąd pomysł kolejnej wersji i czym różni się ona na od „zwykłej” Laury?

– Nowe przygody powstały z inicjatywy CCWRC, który ogłosił konkurs na nowe etapy do Laury stworzone przy pomocy programu na PC „Laura Konstruktor” i wydał je na kasecie magnetofonowej. Ta gra to nic innego, jak trochę okrojona normalna „Laura” (nie ma intra, żeby krócej się wczytywała z kasety) z 16 nowymi etapami, które stworzyli uczestnicy konkursu. Przy okazji obecnej edycji „Laury” Retronics zaproponował też wydanie „Nowych Przygód”, więc przerobiłem wersję kasetową na kartridżową i tyle. Plusem tego zabiegu jest to, że gra się teraz uruchamia na standardowej wielkości pamięci RAM – wersja kasetowa wymagała 128KB.

– Oglądam Twój vlog „Larek pokazuje…”, skąd pomysł na ten cykl?

– Co jakiś czas ludzi mnie pytali, jak co i do czego podłączyć, żeby Atari zaczęło działać i można było uruchomić jakąś grę. No i wymyśliłem, że zrobię takie poradniki filmowe. Nie zdawałem sobie wówczas sprawy z tego, że to wcale nie zmniejszy liczby pytań, a wręcz przeciwnie – przez te filmy zacząłem je otrzymywać lawinowo 😉

– Ostatnio, widzę Ciebie w serii „”Gramy na Gazie”, skąd pomysł takich live’ów i jego dosyć intrygujący muszę przyznać tytuł 🙂 ?

– Pomysł narodził się jednocześnie u Borsuka i u mnie po nagraniu rozgrywki z gry „Time Pilot” na jednym ze zlotów. I jak pomyśleliśmy, tak zrobiliśmy. I tak już chyba dwa lata zeszły. Idea live’ów pojawiła się niedawno. Początkowo były to nagrywane i montowane filmy. Jednak taki montaż zabiera mnóstwo czasu i Borsuk stwierdził, że programy na żywo odciążą mnie od tego montażu, a mają jeszcze ten plus, że możemy na bieżąco odpowiadać na pytania widzów.

Tytuł nawiązuje do strony „Retro na Gazie, a której jednym z redaktorów jest Borsuk. Przy okazji zapraszam wszystkich do odwiedzenia portalu. Znajdziecie tam wiele ciekawych artykułów na tematy gier retro na różne platformy.

– Jak wytrzymujecie 10-11 godzin transmisji 🙂 ?

– Najgorzej ma Borsuk, który najwięcej mówi 🙂

Poza tym czas bardzo szybko leci i nie czuje się tego, że to cały dzień.

– Planujesz coś nowego wydać w najbliższym czasie?

– Tak, choć należy pamiętać, że czas jest pojęciem względnym 😉

– Czy zawodowo też zajmujesz się komputerami, czy też jest to zupełnie inny kierunek, a komputery są tylko Twoim hobby?

– Tylko i wyłącznie hobby. I to bardzo kosztowne.

– Czy chciałbyś coś przekazać naszym czytelnikom, a szczególnie młodzieży, która tu zajrzy?

– Pamiętajcie, że pasja jest w życiu bardzo ważna. Róbcie to, co lubicie robić najbardziej i co daje wam satysfakcję. Nie ważne, czy to jest programowanie, granie w szachy, czy zbieranie znaczków – ważne jest to, że będziecie się w tym spełniać, a całe to hobby będzie dla was przyjemnością. 

– na koniec najważniejsze pytanie Atarowca, miałeś turbo w magnetofonie 🙂 ?

– Miałem najlepsze turbo do magnetofonu na Atari, czyli Turbo Blizzard. Prędkość odczytu z taśmy była większa niż ze stacji dyskietek C64 😉

– Bardzo dziękuję za rozmowę, w dalszej części przedstawię bliżej Laurę w jej najnowszym wydaniu.

Cała przyjemność po mojej stronie. Było mi bardzo miło, że mogłem podzielić się z innymi moją pasją. Dziękuję za rozmowę!

 

* * *

 

Przejdźmy do samej gry, jest pięknie wydana i dostarczona w zafoliowanym pudełku. W środku znajdziemy grę zapisaną na kartridżu i dwie instrukcje: polską i angielską.

Wyciągamy zatem z retroszafy Atari 65XE, wkładamy do gniazda kartridż z grą i uruchamiamy komputer.

Natychmiast pojawia się plansza gry ze wspaniałym intrem i świetną muzyką. “Laura” to gra przygodowo-zręcznościowa z widokiem z góry, nawiązująca do tak znanych tytułów jak Boulder Dash czy Robbo. Włączmy zatem pierwszy poziom…

…I tu niestety nastąpiła dłuższa przerwa, autor bloga został wchłonięty, donoszone mu są tylko napoje i jedzenie, aby na zdrowiu nie podupadł. W takim stanie zostanie zapewne do końca weekendu…i niestety już więcej dzisiaj od niego nie wyciśniemy, tym bardziej, że zamiast klawiatury ujął w dłonie joystick Competition-Pro i puścić go nie chce. 😉

No cóż na szerszy opis poczekajmy do przyszłego tygodnia, mając nadzieję, że autor do tego czasu powróci z azteckich piramid i grobowców.

W imieniu autora bloga, nie pozostaje mi nic innego ja przekazać Wam życzenia miłego weekendu i do następnego wpisu! 🙂

5 komentarzy

    • admin

      Cała przyjemność po mojej stronie, dziękuję, że zechciałeś z nami porozmawiać, gra przechodzi obecnie mocne testy wytrzymałościowe i na razie nie poległa. 😉 Opis już w ten weekend! 🙂

  • ewolucja nie da się zatrzymać

    Zadziwiające jak od wycierania ubrudzonych palców o kawałek papieru, poprzez notowanie koloru kabelków, rezystancji oporników doszliśmy wraz z Robertem (my patrząc, Robert pławiąc się w akcji) do krótkich opowiadań otwierających nową epokę felietonu elektromontarzowego. Nie minęła jeszcze 8bitowa era a tu pod koniec epoki atarowców pojawił się nowy gatunek dziennikarza, zaadaptwanego do środowiska organizmu wykraczającego poza umiejętności innych gatunków blogerów. Ta dynamiczna ewolucja pozwala co bardziej abstrakcyjnym obserwatorom dostrzec, że nieuchronnie wraz z wejściem w erę 16bitwców będziemy mogli obserwować, że nasz ulubiony dziennikarz stworzy videobloga a jego popularność, niczym Adama Słodowego pozwoli mu rzucić dotychczasowe przyziemne zajęcia i żyć dalej pławąc się w sławie gwiazdy telewizyjnej

    • admin

      Kolejny miły komentarz. 🙂 Bardzo dziękuję za uznanie, staram się przemycać inne tematy, tak aby blog nie był miejscem gdzie króluje tylko sucha technika. Czytanie jest coraz rzadszą formą rozrywki i dlatego uważam, że jeżeli Szanowny Czytelnik lub Czytelniczka zechce w moje wpisy się zagłębić to powinien być odpowiednio potraktowany i przede wszystkim musi się czytać przyjemnie. Co do Vloga to nigdy nie mów nigdy, trochę doba za krótka, ale kto wie? Na porównanie z p.Adamem nie zasłużyłem jeszcze, nikt tak jak on nie potrafiłby na koniec pokazywać “już gotowego” jak z fabryki przedmiotu majsterkowania. 🙂 Jako dziecko, zawsze próbowałem chociaż zbliżyć się do jakości p.Adama ale niestety moim przedmiotom zawsze coś brakowało do oryginału. Zrobię wpis o Panu Adamie, wielu z nas zaraził pasją majsterkowania i ma zasłużone miejsce w naszych wspomnieniach. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.