Atari,  Atari XL/XE,  Warsztat

Atari 800XL – nowy komputer dołącza do kolekcji i trafia na warsztat…

Nadszedł, najpiękniejszy w roku miesiąc, maj. Czesi nazywają go květen i jest w tym sporo racji. Przyroda eksplodowała feerią barw, starając się nadgonić stracony czas. Kwitną jabłonie, magnolie, wiśnie piłkowane i japońskie. Zakwitły także jaśminy i pojawiają się pierwsze kwiaty rododendronów. W ogrodzie pachnie kwiatami i zapach ten przyciąga owady, które odurzone zapachem z lubością piją i zbierają nektar. Wśród niech szczególne miejsce zajmują trzmiele, sympatyczne owady z rodziny pszczołowatych o łacińskiej nazwie Bombus. W Polsce występuje 29 gatunków trzmieli a najpopularniejsze to: ziemny, gajowy, leśny i kamiennik. Trzmiele w przeciwieństwie do pszczół budują w zależności od gatunku gniazda w jamach ziemnych, kępach traw i zakamarkach budynków. Pełnią bardzo ważną funkcję w przyrodzie, zapylając rośliny już w temperaturze 10ºC.  Są bardzo wydajne, w ciągu dnia trzmiel potrafi odwiedzić kilka tysięcy kwiatów. Nie są agresywne i ich żądła służą tylko do obrony. Większość gatunków trzmieli żyje w koloniach gdzie samica matka składa wiosną jaja, z których po przepoczwarzeniu po około 28 dniach rozwijają się dorosłe owady. Trzmiele podobnie jak pszczoły i osy mają zdolność do termoregulacji zespołowej, dzięki której w gnieździe panują optymalne warunki do rozwoju młodych osobników. Budowa aparatu gębowego u trzmieli, który jest dłuższy niż u pszczół sprawia, że w poszukiwaniu pyłku i nektaru, zapylają one rośliny, których pszczoły by nie zapyliły. Z roślin gospodarczych, które zapylane są przez trzmiele można wymienić: pomidory, ogórki, bób, słonecznik, koniczynę, lucernę, facelię, gorczycę, porzeczki, maliny, brzoskwinie, grusze, szałwie, pigwowce i róże. Niestety owady te nie mają się ostatnio dobrze, zmiany klimatu, zmniejszenie powierzchni żerowisk i używanie pestycydów powoduję, że niektóre gatunki trzmieli są obecnie zagrożone. Dlatego z szacunkiem podchodźmy do tych sympatycznych włochatych owadów, a jeżeli któryś wleci nam do domu pomóżmy mu się wydostać, ja to robię za pomocą szklanki, którą nakrywam nieszczęśnika, następnie pod szklankę podkładam kartę i taki zestaw przenoszę do ogrodu. Brzęcząc swoimi skrzydłami z maksymalną prędkością 10km/h uwolniony owad odlatuje. 🙂

Co dzieje się w ogrodzie? Rodzina kosów powiększyła się, co widać po zachowaniu rodziców, łowiących po kilka robaków jednocześnie i biegnących z nimi w kierunku gniazda, które najwyraźniej znajduję się w gęstych gałęziach świerkowych.

Po kilku dniach, w ogrodzie pojawił się również i pisklak, którego troskliwy tato-kos wyprowadza na spacer dokarmiając złowionymi robakami. Pisklę zazwyczaj czeka schowane w pobliskich krzakach, a samiec kosa pędzi do niego co jakiś czas dostarczając pożywienia. 🙂

Scena ta powtarza się kilka razy w ciągu dnia. Nie zauważyłem drugiego pisklęcia, ale niewykluczone jest, że wyprowadzane są one kolejno przez ojca, bo odróżnienie piskląt przy ich maskującym upierzeniu może być bardzo trudne. 🙂

Podobnie jak w zeszłym roku, ale już na innej sośnie gniazdo budują największe z mieszkających u nas dziko gołębiowatych a mianowicie grzywacze. Ptaki te przemierzają rabaty w poszukiwaniu gałązek, z których powstaje zgrabne gniazdo. Pies po wizycie u fryzjera  kontynuuje patrolowanie rabaty południowej chroniąc ją przed zakusami kota sąsiadów, tak aby ani dorosłym ptakom ani ich pisklętom nic się nie stało. Co ciekawe ptaki chyba zdają sobie z tego sprawę, bo z obecności psa nic sobie nie robią czując się bezpiecznie w jego towarzystwie 🙂 Z nowych gości pojawiły się dzisiaj dawno nie widziane pliszki. W budkach słychać pisklęta i całe to ptasie towarzystwo ma się bardzo dobrze, ciesząc się dobrą pogodą, obfitością pożywienia (już nie dokarmiamy ptaków w ogrodzie) i korzystając ze schronienia jakie dają im ogrodowe krzewy i drzewa oraz oczywiście pies na służbie. 🙂 Z racji rzadkich ostatnio opadów atmosferycznych zapewniam ptakom też stały dostęp do wody pitnej i możliwość umycia piór, co jest dla większości ptaków bardzo ważne. Służy do tego tania podstawka pod donicę umieszczona na pieńku. Obciążona kamieniami, które pełnią dwojaką funkcję, chronią przed przesunięciem przez wiatr a dodatkowo pozwalają także napoić się owadom. Oczywiście bardzo ważne jest regularne czyszczenie i wymienianie wody. U mnie służy do tego stara kuchenna szczotka ze skandynawskiego sklepu meblowego i konewka z nie-skandydawskiego marketu budowlanego. 😉

Czym dzisiaj się zajmiemy? Do kolekcji dołączył Atari 800XL, komputer, który w zubożonej wersji z 16KB RAM (Atari 600XL) był moim pierwszym domowym komputerem. Szykujcie zatem aromatyczną kawę, pogoda sprzyja już na szczęście wystawieniu leżaka na balkon lub taras i zajęciu na nim wygodnej pozycji, w której nasza skóra przyjemnie ogrzewana będzie przez promienie majowego słońca. Tak przygotowani możemy zaczynać. 🙂

***

Atari 800XL i jego zubożała wersja 600XL są kontynuacją pierwszych komputerów domowych Atari: 400 i 800, które pojawiły się w 1979 roku. Seria XL, która pojawiła się w 1983 roku, miała być w założeniu prostsza w budowie, lżejsza i przede wszystkim tańsza. Oferowała też większą ilość pamięci RAM i ROM mieszcząc w tej ostatniej także system operacyjny i interpreter języka BASIC. O ciekawej historii 8-bitowych komputerów Atari powiemy sobie w jednym z następnych wpisów, dzisiaj weźmy na warsztat nasz nowo przybyły komputer i zobaczmy jak wygląda oraz w jakim jest stanie.

Atari 800XL posiada typową jak na lata 80-te, solidną obudowę w kolorze kremowym z ciemno-brązową profesjonalną klawiaturą, której kolor przechodzi także na górną pokrywę obudowy. Nasz egzemplarz ma obudowę w niezłym stanie, a widoczne często na retro komputerach pożółknięte jasne elementy obudowy (na skutek działania promieniowania UV) są widoczne tylko w lewym dolnym rogu obudowy:

Z prawej strony klawiatury znajduje się pas przycisków funkcyjnych, z których oczywiście użytkownicy stacji dysków najczęściej używali ‘Option’, a pozostałym “szarym” słuchaczom 600-bodowej (bod – jednostka szybkości transmisji danych, 1 bod = 1 bit/s) muzyki pochodzącej  z magnetofonu Atari, będącej dla nas wtedy najdoskonalszą symfonią, pozostawało użycie tandemu kciuk-palec wskazujący do uruchomienia tych dźwiękowych doznań za pomocą klawiszy ‘Option’+’Start’. Widać doskonale, kto był użytkownikiem tego komputera, klawisze ‘Option’ i ‘Start’ noszą ślady bardziej intensywnego używania. 🙂 Dla niewtajemniczonych jeżeli przy starcie komputera trzymaliśmy wciśnięty przycisk ‘Option’ to odłączany był BASIC i wczytywany program z dyskietki 5,25″. Jeżeli trzymaliśmy wciśniętą sekwencję ‘Option’+’Start’ to odłączany był BASIC i wczytywany program z magnetofonu.

W centralnym miejscu obudowy nad klawiaturą widać bardzo wygodnie umieszczony slot na kartridże, wszyscy go bardzo dobrze pamiętamy, wspaniałe miejsce do wkładania palców w oczekiwaniu na wgranie programu z magnetofonu. 😉

Z prawej strony komputera znajdują się dwa gniazda joystick’ów w standardzie DB-9 (Atari).

Z tyłu komputera mamy jak to było zwyczajem w tamtych czasach kilka gniazd do podłączenia urządzeń peryferyjnych:

Po lewej stronie mamy łącze szeregowe SIO (PERIPHERIAL) będące niewątpliwą inspiracją dla twórców późniejszych interfejsów szeregowych np. USB, służące do podłączenia urządzeń peryferyjnych typu stacja dyskietek, magnetofon etc.. Co ciekawe urządzenia te można było łączyć w szereg więc nie ma problemu, aby jednocześnie podłączyć stację dyskietek i magnetofon. Na prawo od gniazda SIO mamy wyprowadzoną krawędziowo równoległą szynę komputera (PARALLEL BUS), która w modelu XE znikła.

Kolejnym gniazdem jest gniazdo monitora (MONITOR) DIN-5, które w przypadku Atari 800XL posiada sygnały, zespolonego sygnału wizji (ang. Composite Video), luminancji informującej o jasności (ang. Luminance) i sygnał audio-mono. Brak sygnału chrominancji informującej o kolorze (wyprowadzono go dopiero w serii XE) uniemożliwia uzyskanie najlepszego możliwego obrazu analogowego, poza może jeszcze lepszym RGB, a mianowicie S-Video (nie mylić z S-VHS), gdzie obraz jest przesyłany właśnie za pomocą sygnałów chrominancji i luminancji.

Kolejne gniazdo to gniazdo sygnału antenowego do podłączenia odbiornika TV (SWITCH BOX), oraz 7-pinowe gniazdo DIN-7 do podłączenia zasilacza 5V DC (POWER IN). Całość wieńczy dobrej jakości włącznik komputera. Plastik jest gruby, bardzo dobrej jakości co widać szczególnie po ponad 35 latach użytkowania komputera. Zobaczmy jeszcze jak wygląda spód komputera, tu widać dobrze zaprojektowane wloty powietrza, cztery oryginalne nóżki i etykietę.

Przyjrzyjmy się etykiecie z bliska:

Nasz komputer został wyprodukowany na Tajwanie i jest to wersja PAL. Jeżeli stempel ‘I-394’ rzeczywiście oznacza datę w kodzie WWY (dwie cyfry tygodnia i cyfra roku) to nasz komputer został wyprodukowany w 39 tygodniu 1984 roku. Rozkręćmy obudowę i zobaczmy jak komputer wygląda w środku.

Oczom naszym ukazuje się solidna konstrukcja i bardzo dokładne ekranowanie, jak na razie wszystko jest w doskonałym stanie i nigdzie nie widać śladów korozji ani interwencji “grzebacza”. 😉

Klawiatura jest połączona z płytą główną za pomocą dobrej jakości taśmy. Wyjmijmy ostrożnie płytę komputera z dolnej części obudowy.

Aby zdjąć blachę ekranującą obracamy płytę do góry nogami i wykręcamy wkręty mocujące.

Następnie zdejmujemy blaszkę sprężynującą złącza równoległego komputera:

Po wykręceniu wkrętów możemy zdjąć dolny ekran pod którym widać podkładkę izolującą:

Usuwamy izolator:

Obracamy płytę i ściągamy górny ekran:

Ukazuje nam się świetnie zachowana elektronika komputera:

Widać tu doskonale z jaką kulturą techniczną wykonania mamy do czynienia, po 38 latach od produkcji wszystko wygląda idealnie, a dokładność montażu można stawiać za wzór:

Na płycie głównej możemy zlokalizować specjalizowane układy Atari, które czyniły z niego naprawdę mocną maszynę:

Układy te to:

  • GTIA – Graphic Television Interface Adaptor, współpracuje z ANTIC w tworzeniu grafiki odpowiedzialny m.in. za sprite’y
  • ANTIC – Alpha-Numeric Television Interface Controller, procesor graficzny
  • 6502C – SALLY, specjalna dedykowana Atari wersja procesora 6502
  • PIA – Peripheral Interface Adapter, odpowiedzialny za współpracę z urządzeniami peryferyjnymi, współpracuje z układem POKEY
  • POKEY – POtentiometer (potencjometr) i KEYboard (klawiatura). Układ oprócz obsługi klawiatury i wiosełek zajmuje się obsługą portu szeregowego, generowaniem liczb pseudolosowych i  generowaniem 4 kanałowego dźwięku.
  • MMU – Memory Management Unit, układ zarządzania pamięcią dający między innymi dostęp do rejestrów sprzętowych wyspecjalizowanych układów komputera (ANTIC, GTIA, POKEY, PIA)

Jeżeli chodzi o specyfikację techniczną to jak na owe czasy wyglądała ona bardzo dobrze:

Procesor8-bitowy, taktowany zegarem 1,77MHz (PAL) lub 1,79MHz (NTSC);
wersja dedykowana procesora MOS 6502 o oznaczeniu kodowym “SALLY”
RAM64KB
ROM24KB
System operacyjnyATARI XL-OS
Układy graficzneANTIC, GTIA
Paleta256 kolorów
Grafika40×24 do 320×192 pikseli w 2, 4 lub 16 kolorach
Układ dźwiękowyPOKEY
Dzwięk4-kanały PSG, każdy z dodatkową opcją generowania szumu
Wymiary37,6 × 6,3 × 22 [cm]
Waga1960 g
Klawiaturaprofesjonalna: 57 klawiszy + 5 klawiszy funkcyjnych

Komputer jest w doskonałym jak na swoje 38 lat stanie. Uruchommy go i zobaczmy czy przechodzi wbudowany self-test. W tym celu przytrzymujemy klawisz ‘Option’ i odpalamy komputer:

Wszystkie testy wypadają dobrze, maszyna jest sprawna. Korci mnie trochę aby z racji tego, iż w Atari 800XL nie można uzyskać obrazu lepszego niż Composite Video, zmodyfikować trochę ten komputer, zwiększając za pomocą nowoczesnej płytki VideoBoard XE (VBXE) możliwości graficzne i umożliwiając podłączenie do monitora za pomocą sygnału RGB. Chodzi mi też po głowie rozszerzenie pamięci i upgrade dźwięku do stereo, a może i nawet podłączenie tzw. Covox’a czyli przetwornika cyfrowo-analogowego, podobnego do tego stosowanego np. w Commodore Amiga. Czy to się uda zobaczymy, ale plan jest. 🙂

***

Kończąc życzę Wam udanego tygodnia, korzystajcie z pogody, czas już wyjąć rowery, łyżworolki, narto-rolki, buty do biegania, kije do Nordic-Walking’u i co tam tylko macie po zimie zakopane w garażach, piwnicach i szafach. 🙂 Trzymajcie się ciepło i cieszmy się wszyscy najpiękniejszym w roku miesiącem – majem, dla mnie osobiście szczególnym, bo dzisiaj przypadają moje urodziny! 🙂

p.s. Nawet na psa maj działa w sposób wyjątkowy. 😉



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.