Atari,  Atari ST,  Warsztat

Atari 1040 STFM – odzyskuje dawny blask i poprawiamy błąd inżynierów Atari…

Święta wielkanocne za nami, mazurki i baby wielkanocne zjedzone, resztki bigosu i żurku przez cały tydzień zmniejszały swą objętość, aby w końcu zniknąć na dobre. Mam nadzieję, że wypoczęliście i znaleźliście chwilę dla siebie. Pogoda nas nie rozpieszczała i doskonale zobrazowała przysłowie: „kwiecień plecień….”.

dzwońce

Tradycją wielkanocną stał się już śnieg, którego biel przyroda zafundowała nam w zeszłym tygodniu obficie. Rośliny i zwierzęta zastygły w oczekiwaniu. Ptaki w ogrodzie natychmiast zwróciły się w kierunku kul tłuszczowych i szybko je zutylizowały. Musiałem w związku z tym podjąć akcję przeglądu okolicznych sklepów zoologicznych, aby te nagłe niedobory uzupełnić. Dzięki temu w ogrodzie zawisła skorupa kokosa wypełniona tłuszczem z nasionami, a karmnik został wypełniony po brzegi niełuskanym słonecznikiem. Kosy wróciły do konsumpcji rajskich jabłuszek, a w ogrodzie ponownie pojawiły się kłótliwe dzwońce, na których zachowanie z pogardą patrzyła dostojna para gołębi, które powróciły do swojego zeszłorocznego gniazda na sośnie. Pies oczywiście pełni dalej swoją służbę i jak na razie ptakom żadne niebezpieczeństwo ze strony kota sąsiadów nie grozi. Ptaszek rudzik oczywiście dalej w pełnej formie, wyluzowany ogląda ptasio-psie zamieszanie w ogrodzie z wysokości pełnego nasion karmnika… 😉

***

Czym dzisiaj się zajmiemy? Po zeszłotygodniowym „historycznym” wpisie dzisiaj wrócimy do Atari, a konkretnie egzemplarza, który dzielnie wypełnia sporą część retro-szafy, powodując, iż inne komputery muszą się do siebie bardziej przytulać. Abyśmy mogli przejść dalej niezbędnym elementem, jak zawsze, będzie filiżanka aromatycznej, pełnej antyoksydantów kawy. Jej prozdrowotne właściwości potwierdził prof. Jarosz, dyrektor Instytutu Żywności i Żywienia, który w 2016 roku wprowadził kawę do nowej Piramidy Zdrowego Żywienia i Aktywności Fizycznej.

Cytując słowa prof. Jarosza:

Wyniki badań z ostatnich lat utwierdziły nas w słuszności tamtego wyboru. Kawa wykazuje bardzo silny potencjał antyoksydacyjny – zawiera wiele różnych bioaktywnych związków, chroniących nasze komórki przed uszkodzeniami, czyli działających po pierwsze w kierunku prewencji miażdżycy, udaru, zawału serca, nowotworów złośliwych, a po drugie zmniejszających ryzyko rozwoju cukrzycy typu 2.

A zatem nie tylko smacznie, ale także zdrowo będzie zatopić usta w aromatycznym płynie. 🙂 Oczywiście kanapa lub fotel powinny nam użyczyć swego komfortu, a że pogoda nadal niezdecydowana koc na podorędziu warto mieć. Gotowi? To startujemy!

***

Dzisiaj na warsztat trafia komputer ATARI ST w wersji 1040 STFM Zanim jednak przyjrzymy się bliżej naszemu bohaterowi, trochę o jego powstaniu. W marcu 1986 roku Atari zaprezentowało ulepszoną wersję modelu ST. Wprowadzone zmiany zwiększyły rozmiary komputera, obudowa wydłużyła się z tyłu połykając w swoim wnętrzu pozostające dotychczas na zewnątrz: zasilacz sieciowy i dwustronną stację dysków. Dodatkowo gniazda MIDI zostały przeniesione z miejsca z tyłu komputera do jego lewego boku, a znajdujące się po prawej stronie porty joystick’a i myszki zostały umieszczone pod spodem. Dało to zdecydowanie więcej porządku na biurku (tylko kabel monitora i kabel sieciowy), ale zwiększyło też masę samego komputera, która w przypadku naszego modelu wynosi aż 5 kg(!). Dodatkowo litera M w nazwie (obok litery F oznaczającej wbudowaną stację i zasilacz) oznaczała wbudowany modulator TV, pozwalający podłączyć komputer poprzez gniazdo antenowe bezpośrednio do odbiornika telewizyjnego. Co ciekawe, pierwsze komputery tej serii, zaprezentowane w czerwcu 1985r. nosiły nazwę 260 STD i miały stację dyskietek po lewej stronie. Z tą nazwą jest związana anegdota mówiąca, iż Atari zmieniło nazwę na STF ponieważ STD oznacza choroby przenoszoną płciowo (ang. Sexually Transmitted Diseases). No cóż kojarzenie komputera Atari z tym wstydliwym elementem ludzkiego zdrowia nie było zbyt dobrym zabiegiem marketingowym. 😉 Atari 1040 ST, zadebiutowało na rynku w 1986 roku i było pierwszym komputerem osobistym z seryjnie montowaną pamięcią RAM (ang. Read Only Memory) o rozmiarze 1 MB (1024KB) i również pierwszym komputerem, którego koszt w przeliczeniu na 1KB pamięci RAM był niższy niż 1 dolar amerykański. Komputer ma elegancką obudowę i jest wyposażony w przyjemną w użyciu klawiaturę (więcej o klawiaturach można przeczytać tutaj) z osobnymi blokami klawiszy numerycznych, kursorów i klawiszy funkcyjnych. Projektantem designu komputera był Ira Velinsky (Czytelnikom zainteresowanym kulisami powstania Atari ST polecam jeden z moim poprzednich wpisów na blogu). Nasz komputer jest wersją niemieckojęzyczną co widać po klawiaturze w układzie QWERTZ i nalepce na spodzie komputera.

Po prawej stronie obudowy znajduje się dwustronna stacja dyskietek 3,5″ pozwalająca zapisać na nich 720KB danych.Z tyłu mamy natomiast gniazda rozszerzeń, oraz wyjścia na monitor i telewizor, gniazdo 230V AC, włącznik i przycisk reset.Z lewej strony komputera mamy natomiast 3 gniazda: 2xMIDI i gniazdo kartridża.

Pod spodem znajdują się, sprytnie schowane, gniazda myszy i joysticka. 

Komputer wyposażony jest w wersję systemu TOS 1.02. Niestety wadą tego systemu jest nie do końca dobrze napisana obsługa twardego dysku, a takowy chcemy zastosować, tyle że w wydaniu nowoczesnym. Chodzi tu mianowicie o zewnętrzny dysk twardy w oparciu o kartę SD: Ultrasatan od naszego sprawdzonego dostawcy tego typu rozwiązań czyli Lotharka. Pierwsze próby pracy z tą stacją zakończyły się problemami z odczytem plików z karty SD. A więc coś z tym trzeba zrobić… Najwyższą wersją systemu dostępną dla Atari 1040 STFM była wersja „rainbow” TOS czyli 1.0.4. Nazwa ta (pol. tęcza) wzięła się z animowanego tęczowego znaku Atari na jednym z ekranów mówiących o zainstalowanym systemie operacyjnym, jako że poprzednie wersje TOS takiego efektu nie miały.  Pierwszy pomysł aby ładować nowszą wersję systemu z dyskietki odrzuciłem ze względu na dodatkowe zużycie pamięci RAM, gdzie trzeba by ten system załadować. Pozostaje więc wymiana kości ROM. Przeszukując internet trafiłem na Petari’ego z Węgier. Opracował on ulepszoną wersję systemu TOS 1.04 z oznaczoną 1.04i. Wśród wielu poprawek wprowadzonych przez Petari’ego można wymienić:

  • ulepszoną współpracę z dyskiem twardym
  • pełny system plików FAT16
  • rozmiary partycji do 1GB (do 30 partycji) zamiast 14 partycji po 512MB
  • szybsze działanie i mniejszy rozmiar systemu.
  • możliwość tworzenia wirtualnej stacji dyskietek i ładowanie plików z niej, zamiast z fizycznej stacji i znajdującej się tam dyskietki.

Aby zamówić kości ROM musimy najpierw sprawdzić ile ich mamy, ponieważ w zależności od wersji płyty komputera było ich sześć lub dwie (nowsze wersje). W przypadku naszej wersji płyty: C070789-001rev.D mamy ich 6, chociaż widziałem też dokładnie tak samo oznaczoną płytę z 2 układami ROM. Ponieważ nasz system to wersja niemiecka, zamawiamy więc u Petari’ego wersję TOS 1.04i DE.

Po odczekaniu kilkunastu dni dociera do nas list z Węgier z sześcioma układami EPROM (ang. erasable programmable read-only memory – kasowalna programowalna pamięć tylko do odczytu). Ponieważ miejsca było w tych układów sporo Petari dodatkowo dorzucił oryginalny TOS 1.04 DE, który można w razie konieczności uruchomić za pomocą prostego przełącznika. Na razie nie montujemy go jednak bo ulepszona wersja wersja 1.04i DE nam w zupełności wystarczy. Wyjmujemy oryginalne kości ROM z systemem TOS 1.02 i umieszczamy w ich miejsce kości z 1.04i, zwracając uwagę, aby trafiły w odpowiednie miejsca (oznaczenia na płycie po lewej stronie gniazd powinny odpowiadać opisowi na układach: hi-0, hi-1 itd.). Do wyjmowania układów scalonych polecam specjalny uchwyt. Warto w tym przypadku zastosować również osobistą ochronę antystatyczną w postaci prostej opaski uziemiającej. Układy w technologii CMOS (ang. Complementary Metal-Oxide-Semiconductor) niestety bardzo nie lubią dostać ładunkiem elektrostatycznym po nóżkach i zazwyczaj kończy się to tym, iż przestają chodzić. 😉

Rozebrawszy komputer warto doprowadzić go do porządku. Oględziny płyty i zasilacza nie wykazują wycieków z kondensatorów elektrolitycznych, płyta wygląda bardzo dobrze, jest trochę zabrudzona, ale od czego sprężone powietrze i alkohol izopropylowy. 🙂 Pewnie za jakiś czas zrobimy tu jednak wymianę kondensatorów – ich wiek to już ponad 30 lat. Komputer jest świetnie ekranowany, ilość użytej blachy przypomina produkt polskiej motoryzacji z czasów PRL a mianowicie Poloneza, który w programie TopGear został określony jako „dużo blachy za niewielkie pieniądze”. 😉 Niestety blachy noszą ślady czasu w postaci delikatnej korozji, czyścimy je, a tę najbardziej skorodowaną (spodnią) oczyszczamy ostrożnie szczotką drucianą założoną na niezastąpionego DREMEL’a. Następny krok to odtłuszczenie jej i pomalowanie farbą w aerozolu o podobnym metalicznym kolorze. Po przeschnięciu pierwszej warstwy nakładamy drugą i czekamy dobę, aby wszystko dobrze wyschło.

W międzyczasie myjemy elementy obudowy wodą z dodatkiem mydła. Dodatkowo rozbieramy klawiaturę usuwając klawisze i czyścimy jej podstawę szmatkami dla niemowląt Toddies (produkt uniwersalny 😉 ).

Kolejny krok to umycie klawiszy w wodzie z dodatkiem mydła i ich wysuszenie. Następnie składamy puzzle i tu warto zrobić zdjęcie „przed rozebraniem”, bo może się okazać, że nasza klawiatura z układem QWERTZ niewiele będzie miała wspólnego. 😉

Klawiatura gotowa!

Zabieramy się do złożenia komputera.

Na dolnej części obudowy montujemy naszą świeżo-wymalowaną blachę ekranującą, uprzednio położywszy na niej papierową podkładkę izolującą.

Następnie ostrożnie wkładamy wyczyszczoną płytę komputera.

Kolejny krok to zamocowanie zasilacza i górnej blachy ekranującej.

Następnie montujemy wyczyszczoną stację dyskietek 3,5″ oraz blachy ekranujące.

Komputer jest gotowy do montażu klawiatury i górnej części obudowy.

Weźmy jeszcze na nasz warsztat myszkę, ponieważ jej lewy przycisk po latach klikania lub jak w czasach retrokomputerów puryści językowi, tłumaczący wszystkie zwroty angielskie na język polski, mawiali: „mlaskania” lub „dwu-mlaskania”, zaczął mocno niedomagać.

Po rozebraniu oczom naszym ukazuje się powód: uszkodzony mikrostyk.

Szybka wizyta w zestawie elektroniki Arduino u Syna w pokoju i jego zgoda na „pożyczenie” nowego mikrostyku powoduję szybkość serwisowania niemalże jak w boksie F1. 🙂

Wylutowujemy uszkodzony mikrostyk i wlutowujemy nowy

Korzystając z okazji, czyścimy alkoholem izopropylowym wszystkie elementy myszki szczególnie zwracając uwagę na rolki i elementy optyczne: fotodiody i przesłony z otworami.

Składamy mysz, przed którą kolejne lata przemierzania biurka wraz z często występującym „uleganiem naciskom”. 😉

Komputer gotowy! Wygląda jak nowy i to zarówno z zewnątrz jak i wewnątrz.

Czy działa i czy nowy TOS będzie prawidłowo współpracować z dyskiem twardym od Lotharka? Odpowiedź na te pytania poznamy w następnym wpisie, gdzie powiemy sobie więcej o możliwościach komputera i podłączymy do niego piękną sinusoidę napięcia zmiennego o napięciu 230V dostarczaną nam przez Słońce, poprzez falowniki instalacji fotowoltaicznej, czasami wspierane przez naszego dzielnego dostawcę energii. 😉

***

Kończąc wpis chciałbym przekazać jeszcze jedną informację dla Szanownych Czytelników. W tym miesiącu rozpoczynam pracę nad przystosowaniem platformy bloga do wersji dwujęzycznej. Gdy ta operacja zakończy się sukcesem, zmienię trochę kalendarz wydawniczy. Posty będą pojawiały się co tydzień natomiast na przemian: pierwszy tydzień post w języku polskim, drugi tydzień ten sam post w wersji angielskiej. Na razie jednak nic się nie zmienia i utrzymujemy dotychczasowy kurs, który pozwoli nam stać się wkrótce wzorcem tygodnia i według naszego bloga naukowcy będą stwierdzać, że już nadszedł weekend. 😉

Trzymajcie się ciepło, życzę Wam udanego weekendu i całego następnego tygodnia, a jako że pogoda nareszcie łaskawsza się robi to długi wiosenny spacer bardzo wskazany. Może wreszcie uda się na dobre schować kurtki w szafach i odkopać je dopiero w październiku, znajdując przy tym banknot 100-złotowy w kieszeni lub długo poszukiwaną przez całe lato rzecz niezbędną do życia typu: gniazdo żeńskie jack, które nie wiedzieć gdzie się zapodziało. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.