Historia,  Sinclair,  ZX Spectrum

Sonda – kultowy program, który w czwartek o 18:20 oglądały miliony…

No i dotarliśmy do drugiej połowy stycznia. Pogoda nie może się zdecydować, zamiecie śnieżne zmagają się z roztopami, a walkom tym towarzyszą duże różnice ciśnienia atmosferycznego wywołujące silne wiatry.

Szczureq, CC BY-SA 4.0 via Wikimedia Commons

Patrząc na to z naszej ziemskiej perspektywy mało kto pamięta, iż cały czas mamy do czynienia z wiatrem słonecznym, którego nie widzimy, a którego cząsteczki (głownie protony, elektrony i cząsteczki alfa) cały czas lecą w naszym kierunku i których prędkość w okolicach Ziemi waha się pomiędzy 200 a 889 km/s. Mamy więc tu do czynienia z pogodą kosmiczną, której manifestacją są widoczne z Ziemi plamy i rozbłyski na powierzchni Słońca.

Na szczęście posiadamy ochronę w postaci pola magnetycznego Ziemi, które równoważy ciśnienie wiatru słonecznego i miejsce, w którym to się odbywa nosi nazwę magnetopauzy. Dodatkową ochronę tworzy jonosfera, a nawet atmosfera. Cząsteczki wiatru słonecznego o energii mniejszej niż 1GeV wpadają w pułapkę ziemskiego pola magnetycznego i poruszają się wzdłuż tego pola zbliżając się do Ziemi w miejscach biegunów magnetycznych i w ten sposób pobudzając do świecenia cząsteczki naszej jonosfery. Zjawisko to jest doskonale widoczne w postaci zorzy polarnej.

Wbrew pozorom aktywność naszej gwiazdy chroni nas do pewnego stopnia przed innym zagrożeniem, a mianowicie promieniowaniem kosmicznym, które składa się cząsteczek o ekstremalnie wysokiej energii (>1GeV). Wzmożona aktywność naszej gwiazdy powoduje mniejsze oddziaływanie promieniowania kosmicznego. Generalnie Słońce otacza swój układ planet pewnego rodzaju płaszczem zwanym heliosferą. Koniec tego obszaru wyznacza tzw. heliopauza, czyli miejsce gdzie ciśnienie materii międzygwiezdnej zaczyna przeważać nad ciśnieniem wiatru słonecznego (analogia do magnetopauzy). Takie zjawisko można bardzo łatwo zasymulować w naszym domowym zlewie. 🙂

NASA/JPL-Caltech

Wiatr słoneczny porusza się koło Ziemi ze średnią prędkością 400km/s, osiągając wartości naddźwiękowe (ang. supersonic), gdyż prędkość dźwięku w ośrodku międzygwiezdnym wynosi 100km/s. Gdy prędkość wiatru spadnie właśnie do takiej prędkości to mamy do czynienia ze strefą, gdzie powstaje fala stojąca, zwaną obszarem szoku końcowego (ang. Termination shock). Następnie prędkości wiatru dalej maleją, aż do osiągnięcia wspomnianego obszaru heliopauzy, gdzie ciśnienie wiatru słonecznego jest mniejsze od ciśnienia materii międzygwiezdnej (ang. interstellar space).

NASA / JPL-Caltech, Public domain, via Wikimedia Commons
Heliosfera, NASA / JPL-Caltech

Poza obszarem naszej heliosfery jako pierwsza znalazła się 25 sierpnia 2012 sonda Voyager 1. Natomiast obszar orbit ostatnich znanych nam planet przekroczyła jako pierwsza sonda Pioneer 10. Miało to miejsce 13 czerwca 1983 roku. Sonda ta, która w 1998 wyprzedzona została w odległości 69 jednostek astronomicznych (1 AU = 149,6 mln km = średnia odległość Ziemi od Słońca) przez Voyagera 1, za 2 miliony lat, o ile nie zostanie zniszczona, trafi w pobliże gwiazdy Alfa Tauri znajdującej się w gwiazdozbiorze Byka. Pioneer 10 niesie na swym pokładzie przesłanie dla obcych cywilizacji w postaci pokrytej złotem aluminiowej płytki:

Pioneer 10, NASA/HQ,

Na płytce tej wygrawerowano rysunek kobiety i mężczyzny na tle, przedstawionej w tej samej skali, sondy Pioneer 10. Dodatkowo ukazano, z której planety Układu Słonecznego sonda wystartowała oraz gdzie w naszej Drodze Mlecznej leży Słońce. Umieszczenie symbolu promieniującego atomu wodoru ma przekazać informację o tym, jakich jednostek użyto do wymiarowania, chodzi tu mianowicie o “wodorowy” kwant promieniowania elektromagnetycznego o długości fali 21cm. Przykładowo po prawej stronie sylwetki kobiety znajduje się jej wymiarowanie z napisem “I – – – “, co w zapisie binarnym odpowiada 1000 czy liczbie 8 (8*21cm = 168cm). Natomiast obie sondy Voyager zostały wyposażone w złote płyty z nagranymi dźwiękami, obrazami, muzyką i pozdrowieniami z naszej planety.

Płyta sondy Voyager, NASA / JPL-Caltech

Dodatkowo na wierzchniej stronie umieszczono informację skąd jesteśmy i dokładną instrukcję jak odczytać płytę. Być może znalazcy tego przesłania kiedyś odwiedzą naszą planetę, pytanie tylko czy do tego czasu kompletnie jej nie zniszczymy…

Zanim przejdziemy do głównego dzisiejszego tematu, krótka informacja z tego, co dzieje się w przyrodzie i w ogrodzie. Czas niełatwy dla zwierząt, silne marznące wiatry wychładzają ich organizmy i szczególnie teraz w przypadku ptaków ważne jest dokarmianie.

W ogrodzie Ptaszek Rudzik, zazwyczaj wyluzowany samotnik, teraz razem z ziębami przemierza rabaty wyjadając ziarna słonecznika. 🙂 Sikorki podczas opadów śniegu kryją się wśród gałązek brzozy, a pies udał się na występy wyjazdowe i pilnuje teraz kijka zwracając także baczną uwagę na ptaki morskie latające wzdłuż jednej z plaż naszego wybrzeża. 😉

Czym dzisiaj się zajmiemy? W zasadzie dalej kontynuować będziemy temat sondy, ale już trochę innego rodzaju. Był kiedyś w TVP program, który gromadził przed telewizorami miliony. Program, który otwierał okno na świat nauki, przemysłu i nowoczesnych technologii i to nierzadko tych zza żelaznej kurtyny. Mowa tu mianowicie o kultowej “Sondzie”. Jak powstał ten program? Skąd prowadzący czerpali pomysły i materiały, oraz jak wyglądała praca nad nim od drugiej strony kamery? Tym właśnie zajmiemy się dzisiaj. Szykujcie zatem pyszną, aromatyczną kawę. 🙂 Jeżeli filiżanka już roztacza kawowy aromat, a nogi zostały ułożone w pozycji określanej powszechnie jako wygodna i okryte ciepłym kocem, to zdecydowanie możemy zaczynać! 🙂

***

Jelcz 272 MEX by Lukas 3z, CC BY-SA 4.0, via Wikimedia Commons

Cofnijmy się do połowy lat siedemdziesiątych XX wieku. W kraju rządzi Edward Gierek, z pożyczonych na Zachodzie pieniędzy realizowane są inwestycje, nie zawsze do końca przemyślane. Mały Fiat 126p powoli wypiera Syreny, Poprawione w stosunku do licencyjnego Berliet’a PR100, Jelcze PR110 z charakterystycznymi skórzanymi wieszakami na ręce wypierają kultowe “ogórki” czyli Jelcze 272MEX.

Jelcz PR110 by Kerim44, CC BY-SA 4.0 via Wikimedia Commons

To jeszcze nie czas przegubowych Ikarusów 280, które pojawią się w Polsce dopiero w roku 1978 i pachnąc nowością nierzadko będą miały jeszcze foliowe ochraniacze na fotelach. W telewizji w tym czasie emitowany jest jeden z najstarszych programów edukacyjnych “Eureka”.

Ikarus 280 by Alina Zienowicz Ala z, CC BY-SA 3.0, via Wikimedia Commons

Co do Ikarusów to pamiętam jak czasem przepuszczaliśmy Jelcza na przystanku autobusowym i czekaliśmy na następny w nadziei, że pojawi się właśnie Ikarus. Jeżeli taki nadjeżdżał to pakowaliśmy się szybko do niego i podziwialiśmy wnętrze, a szczególnie zamkniętą kabinę kierowcy, nierzadko stojąc z nosem przylepionym do szyby oddzielającej ją od części przeznaczonej dla pasażerów. Do ulubionych miejsc należał także przegub autobusu, gdzie ruchoma podłoga poruszała się na zakrętach. 🙂

Wróćmy jednak do naszej historii. Nadchodzi rok 1977. Do redakcji “Eureki”, gdzie pracują już m.in. Andrzej Kurek i Marek Siudym (obaj absolwenci fizyki, pierwszy z doświadczeniem radiowym) wpada “Naczelny” Jacek Kunicki i oświadcza, iż program zostaje zdjęty z anteny przez prezesa TVP Macieja Szczepańskiego. Następne dni przyniosły niepewność. Korzystając z większej ilości wolnego czasu Marek Siudym i Andrzej Kurek odkrywają w redakcji pudło z materiałami filmowymi brytyjskiego programu “Tomorrow’s World“. Po obejrzeniu ich okazało się, że jest to doskonale zmontowany program popularnonaukowy. Dodatkowo w archiwum odkrywają materiały Amerykańskiej Agencji Informacyjnej (ang. USIA – United States Information Agency), prezentujące osiągnięcia USA. Na podstawie tych materiałów można bez problemu wyprodukować nawet kilkadziesiąt odcinków programu telewizyjnego. Problem polegał jednak na tym, iż obaj Panowie programu takiego nie mieli…

Coś zaczęło się jednak dziać. Redaktor Naczelny zwołał Kolegium Redakcyjne i oświadczył, że zamiast “Eureki” powstanie teraz nowy program, realizowany w większym studiu o nazwie: …”Przygoda z Nauką”. Podczas zebrania nieoczekiwanie Zofia Żukowska została zobowiązana do przygotowania scenariusza pierwszego odcinka programu. Do zespołu dołączyli także Andrzej Kurek, Marek Siudym i Wanda Konarzewska. Męska część tego kwartetu została poproszona o zrobienie czołówki nowego programu, która miała składać się z wielu atrakcyjnych wizualnie materiałów filmowych, pokazywanych w rytm muzyki. Po kilku dniach spędzonych w montażowni udało się stworzyć zrąb czołówki, której części nie były jednak ze sobą zbyt dobrze połączone. Aby przejścia były łagodniejsze postanowiono wtedy włożyć w nie animowane logo programu. Użyto do tego celu studia z kamerą do zdjęć poklatkowych. Oprawą muzyczną zajęła się Teresa Bancer, która złożyła razem kilka fragmentów utworów muzycznych. Pozostała nazwa…:”Przygoda z Nauką”, która sugerowała raczej program dla dzieci. 😉 Tu na szczęście wkroczył Marek Siudym, który przekonał Andrzeja Kurka do zmiany nazwy na coś, co samo się nasuwało patrząc na czołówkę pokazującą ‘Marinera 5’, a mianowicie “Sondy”. Jednak bitwa nie została jeszcze wygrana, trzeba było przekonać do tego pomysłu kierownictwo. Zadania tego podjął się Andrzej Kurek i po dwóch dniach zespół pracował już nad “Sondą”. 🙂 Po tygodniu dosłane zostały animacje z nazwą programu i Bożena Szostkowska ukończyła montaż tak dobrze nam znanej czołówki:

Wreszcie nadszedł ten dzień: czwartek 8 września 1977, godzina 18:20 – pierwszy odcinek programu “Sonda” poleciał w eter. Prowadzącymi byli Wanda Konarzewska, Andrzej Kurek i Marek Siudym.

“Sonda” nr 2 została opracowana przez Wandę Konarzewską, a trzeci odcinek był eksperymentem Zofii Żukowskiej, która zaproponowała Zdzisławowi Kamińskiemu z redakcji historycznej współprowadzenie programu. “Sonda” przybrała wtedy formę zbliżoną do tego, co tak dobrze znaliśmy, czyli formułę: wymiana zdań pomiędzy prowadzącymi, materiał filmowy, dalsza wymiana zdań, następny materiał filmowy i tak dalej, a na koniec pożegnanie i napisy końcowe. Wszystko w szybkiej atrakcyjnej formie bez przynudzania i niepotrzebnych wywodów, a całość mieściła się w 25-30 minutach emisji. Wracając do nowego członka zespołu redakcyjnego, a mianowicie Zdzisława Kamińskiego, to był on absolwentem Szkoły Głównej Planowania i Statystyki (dzisiejsza SGH) i przed dołączeniem do TVP pracował w Wojskowej Wytwórni Filmowej “Czołówka”.

Prace nad kolejnym odcinkiem zespół redakcyjny zaczynał już następnego dnia po nagraniu. Andrzej Kurek, Marek Siudym i Zdzisław Kamiński, spotykali się w telewizyjnej restauracji i zaczynała się wymiana pomysłów połączona z burzą mózgów, nierzadko bardzo dynamiczną. Ogromnie pomocnym narzędziem był pewien 100-kartkowy zeszyt. To w nim znalazł się opis wszystkich znalezionych w archiwum materiałów “Tomorrow’s World” podzielony tematycznie wraz z oceną atrakcyjności konkretnych materiałów. Był to efekt 2 tygodni spędzonych w montażowni. Materiały filmowe zazwyczaj wypełniały połowę czasu programu, a reszta była przeznaczona na nagranie prowadzone w studiu. Każdy program miał opracowany szczegółowy scenariusz, nic nie było pozostawione przypadkowi. Co ciekawe nikt z trójki opracowującej scenariusze i teksty nie był ekspertem w dziedzinie, o której opowiadał program, co wbrew pozorom było dużą zaletą. Dzięki temu język był prostszy, bliższy przeciętnemu widzowi, chociaż pojawiały się zarzuty “profesorów z nieodzowną fajką”, 😉 że program trywializuje niektóre tematy. No cóż to nie miał być wykład akademicki, a program popularnonaukowy i jak się okazało takie podejście sprawdziło się doskonale. Sporym wyzwaniem było zdobycie eksponatów do studia, tu pomagały instytucje, zakłady pracy i ich modne w latach siedemdziesiątych i całkiem nieźle zaopatrzone w sprzęt ośrodki badawczo-rozwojowe. Co ciekawe eksponatów z warszawskiego muzeum techniki pozyskać do programu nijak się nie udawało. Scenografia była tworzona prostymi metodami, a prowadzący szybko zrezygnowali z foteli na rzecz przemieszczania się po studiu, co wywołało oburzenie wśród starszych stażem kolegów redaktorów, a sprawdziło się doskonale. Program był dynamiczny, z nieoczekiwanymi zwrotami akcji, dający widzowi poczucie uczestniczenia w pokazie z możliwością przemieszczania się. Dodatkowo zbliżenia na eksponaty potęgowały to wrażenie. Było to coś tak świeżego jak pojawienie się interakcji w muzeach, gdzie wcześniej nie wolno było dotykać eksponatów i obowiązywały za duże, roznoszone, filcowe kapcie. 😉

Marek Gajewski, by Radek68, CC BY-SA 3.0, via Wikimedia Commons

Jednym z ważnych elementów był komentarz lektora podczas pokazywania materiałów filmowych. Czytaniem “telekina” zajmowali się tacy mistrzowie słowa mówionego jak: Marek Gajewski, Zdzisław Szczotkowski czy Janusz Kozioł. Na gościnnych występach pojawiali się także Lucjan Szołajski, Wojciech Pijanowski i Jan Suzin.

Podczas pracy nad programami dało się zauważyć odmienność charakterów prowadzących: Andrzej spokojny, opanowany i małomówny, natomiast Zdzisław energiczny, niejako cały czas w biegu. Te różnice charakterów dodawały programowi autentyczności i powodowały, iż na skutek prowadzonych w programie dyskusji, nierzadko z kompletnie odmiennych punktów widzenia, publiczność mogła sama wyciągać wnioski. Nikt tu nie narzucał konkluzji, a spór merytoryczny odbywający się za sprawą prowadzących doskonale obrazował różne aspekty omawianego tematu.

Do końca roku 1977 opracowanych zostało 17 odcinków programu. Z początkiem następnego roku emisja “Sondy” została przeniesiona na godziny niemalże nocne. Widać nie wszystkim w TVP podobała się nowa, świeża formuła programu. Takie przesunięcie powodowało wyeliminowanie połowy publiczności. Ta trwająca 12 tygodni sytuacja spowodowała spadek oglądalności aż do poziomu 3%, co w tamtych realiach doprowadzało zazwyczaj do zdjęcia programu z emisji.

W połowie marca 1978 roku, zespół Sondy otrzymał propozycję od Mariusza Waltera aby wystąpić gościnnie w realizowanym na żywo w “wolne soboty” programie ‘Studio 2’, gdzie w poprzednim roku z wizytą pojawił się zespół “ABBA”, leciały “Kabaret Olgi Lipińskiej” i w miarę ciekawa publicystyka oraz emitowane były zachodnie seriale. Poprzeczka została postawiona bardzo wysoko. Emisja z udziałem “Sondy” poszła jednak bardzo sprawnie 6 maja 1978r. i tylko na koniec jeden z dwóch zainstalowanych w studiu walczących ze sobą robotów oszalał i zaczął wymachiwać swym potężnym ramieniem. Obyło się na szczęście bez ofiar. 🙂 Blok “Sondy” w “Studio 2” został bardzo dobrze przyjęty i pozycja programu wydawała się nareszcie niezagrożona, co więcej “Sonda” dostawała teraz do dyspozycji studio realizacyjne z rana, a nie po wszystkich innych programach.

“Nie Lubię Poniedziałku”, reż.T. Chmielewski

Kolejny sukces także przyszedł w maju tego roku, a mianowicie zespół otrzymał “Nagrodę Pierwszego Stopnia Prezesa Radia i Telewizji”. Po standardowej procedurze wręczenia opisywanej przez Marka Siudyma jako “klapa, łapa, goździk i koperta” zespół spotkał się już prywatnie na kolacji, po której z racji braku taksówek na postoju, Andrzej Kurek i Zdzisław Kamiński wrócili do domu polewaczką MPO, która za pewną nieustaloną kwotę zabrała obu Panów na pokład. 🙂 Ponoć Andrzej Kurek był tak zachwycony, iż kazał za dodatkową opłatą polewać ulicę mówiąc: “Lej Pan, ja płacę”… 😉

Polonez, by KrzysztofLis, CC BY-SA 4.0, via Wikimedia Commons

Z eksponatami bywało różnie, zespół otrzymał do testów najnowsze dzieło polskiej motoryzacji: FSO “Polonez”, które zostało oklejone napisami “SONDA TEST”. Po tygodniu użytkowania Marek Siudym odkrył pewnego ranka, że eksponat stoi pod blokiem, ale na cegłach. Za dwie godziny miało się odbyć nagranie w studiu. Dzięki szybkiej akcji serwisu FSO samochód znalazł się na czas w TVP. Często eksponatami były też przyniesione z domu zabawki dziecięce, wykonane samodzielnie modele z plasteliny i wiele zwykłych przedmiotów, które w studiu nabierały nowego charakteru.

Po pewnym czasie zespół wypracował nowy system pracy polegający na tym, iż każdy odcinek opracowywał jeden z trójki redaktorów. Dawało to oddech i przeciwdziałało szybkiemu wypaleniu zawodowemu. Andrzej Kurek najczęściej realizował programy astronomiczne i fizyczne, Marek Siudym – techniczne i rolnicze, a Zdzisław Kamiński – medyczne i biologiczne. Co ciekawe nigdy nie przyszło polecenie z góry mówiące o czym ma być następny program. Zespół miał tu pełną swobodę, oczywiście w ramach dostępnych materiałów, a tu na szczęście nie było problemów. Ambasada amerykańska chętnie udostępniała filmy, a British Council podsyłał co kilka miesięcy kilkanaście rolek “Tomorrow’s World”. Były też zaproszenia do ambasad i jak to wspomina Marek Siudym, jego teczka osobowa w służbach na pewno robiła się coraz grubsza. 🙂 Oczywiście scenariusz programu musiał uzyskać przynajmniej parafkę zastępcy naczelnego redakcji, ale w praktyce uzyskiwało się je hurtowo na koniec miesiąca.

Niektóre programy wymagały niemalże kaskaderskich umiejętności i w te role z radością wcielał się Andrzej Kurek. Jedna z brawurowych akcji, która pojawiła się w ramach tzw. “forszpanu”, czyli sceny początkowej odcinka “Rozbitkowie”, polegała na wrzuceniu Andrzeja Kurka do wody Zalewu Zegrzyńskiego, następnie na podjęciu go na ponton przez Zdzisława Kamińskiego, a na końcu wciągnięciu na pokład milicyjnego śmigłowca MI2 za pomocą wyciągarki. Zadanie niebezpieczne i niełatwe. Oczywiście Andrzej z przyjemnością oddał się temu zadaniu i ukończył je w 100%. Innym razem Marek Siudym wymyślił forszpan, który miał się odbywać na pastwisku wśród krów. Operator ułożył Andrzeja na trawie wygodnie podpartego łokciem dosyć blisko krowiego zadu. Rozpoczęła się rejestracja ujęcia. Andrzej Kurek zaczął swoją przemowę, a filmowcy ze zgrozą obserwowali jak krowa unosi w górę powoli acz nieodwołalnie swój ogon…po czym spokojnie oddała mocz kończąc mniej więcej równo z wypowiedzią leżącego na ziemi redaktora, który oczywiście pozostał niewzruszony i z pełnym profesjonalizmem dokończył scenę. 🙂 Taki był Andrzej Kurek.

W 1981r. nadszedł stan wojenny i z telewizji utworzono twierdzę, ale o dziwo program “Sonda” dalej był nadawany. Doszło jednak do nieprzyjemnej sytuacji, w której Marek Siudym został pozbawiony możliwości wejścia do TVP i program był realizowany tylko przez Andrzeja Kurka i Zdzisława Kamińskiego. Po pewnym czasie Marek Siudym wrócił jednak do redakcji.

Sinclair ZX Spectrum

Ciekawa historia wiązała się z komputerem Sinclair ZX Spectrum, który pojawił się w redakcji niemal po premierze w Wielkiej Brytanii. Marek Siudym, jak gdyby nigdy nic, zadzwonił do firmy Sinclair Research (numer pochodził z czasopisma “The New Scientist”) i zapytał o możliwość uzyskania tego komputera. Polecono mu przygotowanie specjalnego pisma, które zostało wysłane do Wielkiej Brytanii. Po dwóch tygodniach do redakcji nadeszła przesyłka. Ku zdumieniu wszystkich, w środku znajdował się nowy komputer ZX Spectrum z gumowymi klawiszami wraz z kilkoma kasetami z oprogramowaniem. Po dodaniu telewizora i magnetofonu kasetowego można było ten komputer uruchomić. Marek Siudym po kilku godzinach zabawy przekazał go jednak Andrzejowi, a ten zabrał się za jego oprogramowywanie. W ten sposób czołówka programu uzyskała znak Ing-Yang, a napisy końcowe zostały już zrobione komputerowo. Efektem tego wydarzenia był odcinek “Nowy wspaniały świat”. Niestety po dwóch miesiącach Anglicy zaczęli domagać się zwrotu sprzętu, który ku zgrozie Urzędu Celnego oficjalnie nigdy w obszar celny PRL nie wszedł. Po burzy mózgów wśród dziesięciu urzędników celnych udało się znaleźć rozwiązanie i sprzęt odesłać.

Jedną z atrakcji pracy w zespole “Sondy” była możliwość wyjazdów zagranicznych. Najczęściej były one organizowane przez przedstawicieli handlowych firm z Zachodu, którzy w zamian za możliwość pokazania w “Sondzie” swoich produktów organizowali wyjazd, pobyt i możliwość sfilmowania zakładu. Niestety powrót z takiego wyjazdu zazwyczaj był ponury, jak wspomina to Marek Siudym witała ich betonowa autostrada w NRD i informacje radiowe w stylu “Plenum Polityczne Komitetu Centralnego PZPR…”.

Pracy i wyjazdów było coraz więcej i oficjalnie prowadzący redakcję Andrzej Kurek zaczynał już mieć problemy ze zbyt dużą ilością zadań. Marek Siudym wypatrzył w tym czasie postawnego bruneta opowiadającego z charakterystycznym posapywaniem o jakimś wydarzeniu z II Wojny Światowej w jednym z programów TVP. Zaoferowano mu posadę zastępcy redaktora naczelnego. Brunet ofertę przyjął. Tym brunetem był Bogusław Wołoszański… 😉

Wiosną 1984 pogorszyły się stosunki pomiędzy Andrzejem i Zdzisławem. Doszło do tego, iż Andrzej Kurek nie pojechał na kolejny wyjazd zagraniczny. Na szczęście po interwencji żon obu panów sytuacja wróciła do normy.

Kamera Betacam, by iixorbiusii, CC BY-SA 3.0, via Wikimedia Commons

W 1985 roku w redakcji pojawiła się nowość, przenośna kamera Betacam. Dzięki temu rozwiązaniu zwiększyła się ilość materiałów realizowanych w plenerze, co było pewną nowością w ramach “Sondy”, ale też pozwalało zaoszczędzić pieniądze wydawane do tej pory na realizacje w studio.

W 1986 roku relacje pomiędzy prowadzącymi znowu zaczęły się psuć. Andrzej Kurek i Zdzisław Kamiński w udzielanych wywiadach ani słowem nie wspominali o tym, że zespół sondy jest trzyosobowy. Czary goryczy przelały awanse Andrzeja Kurka i Zdzisława Kamińskiego i zbliżający się wyjazd do Japonii, gdzie Marka Siudyma nie uwzględniono. Wkrótce po tych wydarzeniach Marek Siudym złożył rezygnację.

Program leciał jednak do przodu, realizowane były kolejne odcinki, aż do pamiętnego dnia 29 września 1989 gdzie około godz. 10.00 Andrzej Kurek i Zdzisław Kamiński zginęli w wypadku samochodowym w drodze do Raciborskiej Fabryki Kotłów „Rafako”, gdzie mieli zbierać materiały do kolejnego programu pt. „O współczesnej technice masowych wierceń otworów dla potrzeb przemysłu energetycznego i inżynierii chemicznej”. Samochodem kierował były kierowca rajdowy Andrzej Gieysztor,  Uroczystości pogrzebowe obu redaktorów “Sondy” odbyły się 6 października 1989 w warszawskim kościele św. Piotra i Pawła. Dziennikarze zostali pochowani obok siebie na cmentarzu w Pyrach.

Program “Sonda” był wyjątkowy na tle innych programów peerelowskiej TVP. Otwierał okno na świat, ale nie narzucał swej opinii i pozwalał poprzez dialogi prowadzących dojść do wniosku, że każdy temat można rozważać wielopłaszczyznowo. W szarych czasach PRL pozwalał dotknąć Zachodu, zobaczyć jak żyją tam ludzie, jakich technologii używają i w jakim kierunku rozwija się świat. Pomimo, iż był to program popularnonaukowy potrafił skupić przed telewizorem ogromną, w sondażach ocenianą na 25% widownię. Oglądali go wszyscy: dzieci, młodzież, dorośli, a nawet emeryci. Program ten tworzyły przede wszystkim osobowości prowadzących i ciekawe materiały. Dzięki niemu mamy dzisiaj w Polsce taką, a nie inną liczbę techników, inżynierów, biologów i naukowców. Ja sam właśnie dzięki zobaczonemu w “Sondzie” komputerowi ZX Spectrum zafascynowałem się cyfrową techniką i wybrałem związaną z nią drogę zawodową…

Na koniec osobom chcącym poznać więcej kulisów związanych z “Sondą” gorąco polecam książkę Marka Siudyma: “18.20 Sonda”. Świetnie i z humorem przedstawia genezę i rozmaite historie związane z realizacją tego programu. Można ją zakupić wysyłkowo w Warszawskiej Firmie Wydawniczej. Polecam także archiwalne odcinki “Sondy”, których wiele można znaleźć na popularnym serwisie “Youtube”. Zapalonym Retromaniakom mogę polecić serię wakacyjną o układach scalonych i komputerach pt. “Czynnik Si”: I cz.1, II cz.1, II cz.2, III cz.1, III cz.2, IV cz.1, IV cz.2. Niestety nie wszystkie z 488 odcinków programu zachowały się. W czasach PRL, taśmy magnetyczne z oszczędności kasowano i nagrywano na nie nowe materiały filmowe. Dlatego odcinki z lat siedemdziesiątych praktycznie zaginęły. Takie to były czasy gdy taśma magnetyczna była cenniejsza niż program “Sonda”…

***

Kończąc, życzę Wam udanego startu w nowy tydzień, trzymajcie się ciepło i oczywiście spacery zalecane! Czworonogi czekają… 🙂

4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.