C64,  Gry

The C64 Maxi – retro w nowej odsłonie…

No i przyszło kalendarzowe lato. Temperatury na poziomie 30ºC, długi dzień i po wiośnie już nie ma śladu. Powoli przymierzamy się do wakacji, dzieci odebrały świadectwa wrzuciły tornistry i plecaki w najciemniejszy kąt (miejmy nadzieję, że wyjęły z nich kanapki 😉 ) i rozpoczęły długo wyczekiwane wakacje. Jak to kiedyś było z tymi wakacjami? Ja pamiętam to jako czas beztroski, wstawania o dowolnej porze, biegania cały dzień po dworze i tysiąca pomysłów, czasem szalonych, realizowanych wspólnie z kolegami. Pamiętam też długie chwile spędzone przy grze planszowej „Gwiezdny Kupiec” i wspólne rozgryzanie gier strategicznych na 8-bitowym Atari. Pamiętam również poranne filmy w telewizji emitowane specjalnie dla dzieci i młodzieży: „Pan Samochodzik”, „Wakacje z duchami”, „Dziewczyna i Chłopak” itp. oraz audycje „Lato z Radiem” w radiowej „jedynce”, których pojawienie się było wymownym znakiem, iż nadeszły wakacje. Często rano wychodziło się z domu i wracało dopiero wieczorem. Obiad i kolację jadło się w domach kolegów i czas mijał beztrosko. Jedynym zmartwieniem byli znikający koledzy i wracający dopiero po 2 tygodniach z brązowo zabarwioną skórą. 🙂 Dwa miesiące luzu. Oczywiście trzeba było pomagać rodzicom, posprzątać mieszkanie, pomóc w ogrodzie, ale potem był czas wolny i to w dużej ilości. Wakacje spędzało się na obozach harcerskich, na koloniach, u dziadków, wujków, nad morzem, nad jeziorem, w górach i to głownie na kampingach lub w ośrodkach FWP, które wiele pozostawiały do życzenia, ale wtedy nikt tym się nie przejmował. W kioskach i księgarniach polowało się na najnowsze wydania ulubionych czasopism i komiksów, a po książki chodziło się do biblioteki, o ile ta nie miała przerwy wakacyjnej. Oczywiście słuchało się też muzyki, w radiu królowała wtedy Lista Przebojów Trójki. Ulubionych zespołów słuchało się też z kaset magnetofonowych i płyt gramofonowych. Płyty CD i ich odtwarzacze były poza naszym zasięgiem. Co ciekawe po raz pierwszy płyta CD została zaprezentowana przez Philipsa już 8 marca 1979 roku. Standard CD (ang. Compact Disk) został opublikowany w 1980r., a pierwszym albumem wydanym na płycie CD był „The Visitors” grupy ABBA (17 sierpnia 1982). Dzisiaj powoli odchodzimy od płyt CD na rzecz skompresowanych plików audio, ale co ciekawe wracamy z powrotem do płyt gramofonowych. Wynalazki mają taką ciekawą cechę, że często po latach wraca moda na ich używanie. Oczywiście pojazdem w masowym użyciu wśród nas był rower, a szczęśliwcy, do których się zaliczałem mogli poruszać się motorowerem, u mnie była to dziesięcioletnia motorynka z dźwignią zmiany biegów jeszcze w manetce, pomalowana na czarno, z napisem „Harley Davidson” na baku i konfederatką powiewającą nad tylnym (podniesionym oczywiście do góry) błotnikiem. 😉 Marzeniem wielu z nas był produkowany przez naszych zachodnich sąsiadów, wtedy jeszcze określanych jako Lubiących Demokrację Wschodnich Niemców, motorower Simson, którego jakość wykonania i osiągi były w tamtym czasie obiektem zazdrości naszych rodzimych producentów.

Co w przyrodzie? Niestety nienależycie pielęgnowane nasadzone drzewa na naszych ulicach umierają w tych upałach. U mnie w ogrodzie jak na razie bez strat, ale konewka ciężko pracuje 🙂 i to dostarczając wody zarówno młodym roślinom, jak i ptakom prosto do wodopoju w „ptasim spa”. Pies też przesiadł się na picie zimnej wody prosto z kranu, gdyż ta z miski o temperaturze 30ºC niespecjalnie gasi psie pragnienie. Sikorki w budce w południowo-zachodniej części ogrodu mają już kolejny miot piskląt, a budka w północnej części została ponownie zasiedlona przez parę sikorek i wkrótce zapewne pojawią się pisklęta. Pod dachówką od strony wschodniej domu słychać dalej głosy ptasiej rodziny, a muchołówki szare krążą po okolicy i niewykluczone, że zdecydują się na kolejne gody. Grzywacze cały czas kombinują coś przy sosnach i być może z tego kombinowania coś się wkrótce „urodzi”. 😉 Kosy dzielnie odgarniają korę na rabatach i przemierzają trawnik w poszukiwaniu pędraków. Pies niestrudzenie w pozycji niskoenergetycznej wypatruje kota sąsiadów, chociaż coraz trudniej mu prowadzić obserwację, bo rośliny na rabatach urosły i musi zintensyfikować nasłuch metodą sonarową. 😉

Przed nami wakacje, za chwilę nasze pociechy pojadą na obozy, kolonie i zostaniemy sami. Czy należą nam się odpoczynek i relaks? Oczywiście! 🙂 Może warto wrócić do zbioru „wstydu” czyli książek, które czekają na półce od lat, aby móc wciągnąć nas w swój świat magii malowanej niesamowicie plastycznym środkiem wyrazu jakim jest słowo pisane? Może warto wrócić do porzuconego hobby? A może warto przypomnieć sobie jak wyglądał komputer, który godzinami okupowaliśmy, łamiąc kolejne joysticki i wygrzewając elektronikę naszego domowego telewizora? Jest ku temu dobra okazja, gdyż jakiś czas temu pojawił się na rynku odmłodzony klon Commodore C64 wsparty nowoczesną technologią. Nie nazywa się Commodore a „The C64 maxi” i można go nabyć w większości sklepów z elektroniką użytkową. Czy  warto zainteresować się tym urządzeniem? Zaraz o tym opowiemy. Szykujcie aromatyczną kawę o jedwabnym finiszu by pobudzić receptory smakowe. Jeżeli wygodna kanapa lub leżak udziela Wam już swego wsparcia ze skutkiem wynikającym z I zasady dynamiki Newtona:

w inercjalnym układzie odniesienia, jeśli na ciało nie działa żadna siła lub siły działające równoważą się, to ciało pozostaje w spoczynku lub porusza się ruchem jednostajnym prostoliniowym,

to możemy zaczynać!

***

29 marca 2018r. firma Retro Games Ltd. wypuściła współczesny klon Commodore C64: „The C64 mini”. Był on zmniejszoną wersją C64 bez funkcjonalnej klawiatury i jako taki niespecjalnie wzbudził moje zainteresowanie. Pod koniec 2019 roku pojawiła się jego pełnowymiarowa wersja: „The C64 maxi” wyposażona w pełni funkcjonalną klawiaturę. Dalej byłem sceptyczny, ale w tym roku stwierdziłem, że zaryzykuję i zobaczę, co to urządzenie oferuje. Zamówiłem, odebrałem i przytaszczyłem karton do domu. Oczywiście niosąc go przez centrum handlowe przypomniałem sobie czasy, jak to niczym na wojskowej paradzie niosło się karton z komputerem i było się omiatanym zazdrosnymi spojrzeniami otoczenia. Oczywiście równie ostentacyjnie go niosłem jak kiedyś, ale poza szerokim uśmiechem sprzedawczyni, która na pewno musiała być aktywną członkinią demosceny i zapaloną fanką retro-komputerów, tylko kilka osób i to z mojego pokolenia spojrzało w moim kierunku. 😉 Oczywiście nie zrażając się nikłym zainteresowaniem, świadomy tej „historycznej” chwili dalej dzielnie taszczyłem karton niczym zahipnotyzowany tą chwilą nastolatek z lat 80-tych. 😉 Przybywszy do domu komputer musiał przejść szybką odprawę celną czyli sprostać spojrzeniu mojej Małżonki i komentarzowi „gdzie Ty to będziesz trzymał…” 😉 Odprawa celna zakończyła się sukcesem i przeszedłem do szybkiej prezentacji komputera młodemu pokoleniu. Oczywiście użyłem słowa kluczowego „konsola” czyli sformułowania niosącego szansę dialogu między „Bumerami” a następnym pokoleniem. 😉 Sprzęt został wstępnie zaakceptowany i przystąpiłem do rozpakowywania. Oszczędzę Wam tu relacji z tego procesu, bo takich opisów można znaleźć tysiące na sieci, ale podzielę się wrażeniami, bo o ich wywołanie chyba chodziło producentowi. Zacznijmy od samego pudełka, przypomina ono pudełko Commodore C64, solidnie zaprojektowane robi dobre wrażenie. Po otwarciu jest jeszcze lepiej, ładnie i schludnie rozplanowane opakowanie, z dodatkowym kartonikiem na joystick i akcesoria opatrzonym nadrukowanym logiem „The C64”, które pojawia się także na boku opakowania. Największym zaskoczeniem była dla mnie osłona klawiatury, coś co dzisiaj jest nie do pomyślenia, a kiedyś było obowiązkowym wyposażeniem naszych drogocennych maszyn. No cóż w czasach, gdy na komputer trzeba było przeznaczyć dziesięć średnich pensji taki element wydawał się wręcz niezbędny. 🙂 Wracając do wrażeń jak na razie jest dobrze, idziemy dalej. Wyciągamy komputer i joystick. Wszystko robi dalej dobre wrażenie.

Obudowa nawiązuje do jednej z pierwszych obudów Commodore C64, czyli klasycznego „chlebaka”. Przejdźmy do klawiatury, wrażenie z pracy z nią jest delikatnie inne niż w przypadku oryginalnego C64 jednak nie na tyle, aby „banan” dalej nie schodził z naszego oblicza. 🙂 Przy okazji nie ma tu klawisza „Commodore” a „The C64”. Wynika to z braku licencji na używanie nazwy Commodore. Druga różnica to fakt, iż nie ma tu kultowej cechy klawisza „shift lock”, a mianowicie zatrzymywania się w pozycji wciśniętej. W tej kwestii The C64 przypomina dzisiejsze komputery. Zanim przejdziemy dalej krótka informacja co otrzymujemy w zestawie:

  • jednostka centralna
  • zasilacz USB 2A wraz z kablem zasilającym (USB A – Micro USB)
  • solidny kabel HDMI 1,2m
  • joystick USB w konstrukcji przypominający joysticki „Competition Pro”
  • „szybki przewodnik” (ang. Quick Guide)

Obudowa wymiarami jest zbliżona do oryginalnego C64 i można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z oryginałem. Z prawej strony znajdują się trzy gniazda USB i wielofunkcyjny klawisz: włącznik/menu.

W tylnej części komputera znajduje się gniazdo zasilania micro USB, wyjście HDMI 720p i dodatkowe gniazdo USB.

Pod spodem podobnie jak w przypadku oryginalnego C64 mamy umieszczoną prostokątną tabliczkę znamionową.

Zerknijmy na joystick, przypomina on urządzenia Competition Pro, ale ma rozbudowany zestaw przycisków, którymi wygodnie obsługuje się komputer w przypadku gier. Joystick oparty jest na mikrostykach ale pracują one lżej niż w przypadku oryginalnego Competition Pro, co jest dobrą cechą. Oczywiście jest to joystick USB.

W zestawie mamy tylko jeden joystick, ale możliwe jest dokupienie drugiego identycznego lub zastosowanie innego kontrolera USB. Z przeprowadzonych testów okazało się, że całkiem nieźle pracuje z The C64 zwykły kontroler z Playstation 4 podłączony kablem USB.

Podłączmy komputer do telewizora i uruchommy go.

Po włączeniu komputer uruchamia się pokazując ekran powitalny.

Do wyboru mamy 2 komputery: C64 w trybie PAL i NTSC oraz VIC 20 również dostępny w dwóch trybach. Możemy także wybrać jak odwzorowywany ma być obraz, mamy tu kilka trybów, dzięki którym możemy go dostosować do naszych upodobań. Obraz jest bardzo dobrej jakości w trybie pixel perfect. Aby bardziej urealnić jego wygląd w stosunku do oryginału możemy wybrać tryby CRT o proporcjach 4:3. Generowany obraz przez złącze HDMI to tryb 720p o rozdzielczości 1280×720 pikseli. Jeżeli chodzi o opóźnienia wyświetlania obrazu w trybie HDMI  praktycznie jest to niezauważalne. Duży plus za opcje konfiguracji obrazu. Oprócz wyboru typu komputera i specyfikacji obrazu mamy do wyboru dwa tryby pracy maszyny: tryb klasyczny i tryb karuzeli programów:

Zacznijmy od trybu karuzeli.

Producent zainstalował 64 programy, ale z kolejnymi aktualizacjami oprogramowania (aż do wersji 1.5.2) dodał dodatkowe 8 programów, co daje w sumie aż 72. Większość na C64, ale znajdziemy także kilka dla komputera VIC 20. Każdy program posiada zrzut ekranu i krótki opis. Wśród dostępnych tytułów znajdziemy:
Alleykat, Anarchy, Attack of the Mutant Camels, Avenger, Barnley Badger, Battle Valley, Bear Bovver, Blue Star (VIC 20), Boulder Dash, Bounder, California Games, Chips Challenge, City Crusher Arcade (VIC 20), Confuzion, Cosmic Causeway, Cyberdyne Warrior, Cybernoid II, Deflektor, Destroyer, Everyone’s a Wally, Firelord, Galencia, Gateway to Apshai, Gribbly’s Day Out, Gridrunner (VIC 20), Heartland, Herobotix, Hessian, Highway Encounter, Hover Bovver, Impossible Mission, Impossible Mission II, IO, Iridis Alpha, Jumpman, Mega Apocalypse, Mine Sweep, Mission AD, Monty Mole, Monty on the Run, Nebulus, Netherworld, Nodes of Yesod, Paradroid, PET Snake Redux, Pitstop II, Planet of Death, Psychedelia (VIC 20), Ranarama, Robin of the Wood, Silicon Warrior, Skate Crazy, Soulless, Speedball 2, Spindizzy, Steel, Street Sports Baseball, Street Sports Basketball, Summer Games II (includes Summer Games events), Super Cycle, Sword of Fargoal, Temple of Apshai Trilogy, The Arc of Yesod, The Keep, Thing Bounces Back, Thing on a Spring, Trailblazer, Uridium, Who Dares Wins II, Winter Games, World Games, Zynaps.

Uruchommy klasyk Boulder Dash:

Bardzo ciekawą opcją jest możliwość zapisu stanu dowolnego programu. Szczególnie przydatne przy retro-grach, które jak pamiętamy nigdy nie należały do łatwych. Dla każdego programu możemy zapisać cztery stany i odczytać je w dowolnym momencie.

W trybie klasycznym mamy do czynienia z typowym komputerem C64 z tą różnicą, iż po naciśnięciu odpowiedniego klawisza w joysticku pojawia się menu zarówno zapisu stanu maszyny (przydatne np. przy programowaniu w BASIC’u) jak i dostępu do mediów.

Oprócz zainstalowanego oprogramowania możemy korzystać z dysku USB. Do tego celu użyjemy sformatowanego w trybie FAT32 urządzenia firmy SanDisk o pojemności 32MB pracującego w trybie USB 2.0.


Instalujemy na nim kilka programów i wkładamy do gniazda USB najlepiej z tyłu komputera. Maszyna prawidłowo wykrywa dysk i od tej pory mamy dostęp do jego zawartości.

Komputer obługuje pliki z następującymi rozszerzeniami:

  • d64 (C64, VIC 20)
  • g64 (C64)
  • d81 (C64)
  • d82 (C64)
  • crt (C64, VIC 20)
  • tap (C64, VIC 20)

Dodatkowo mamy obsługę programów wielodyskowych. Uruchommy kolejny klasyk Giana’s Sisters ze wspaniałą muzyką Chrisa Hülsbecka:

Tu możemy usłyszeć na ile producentom udało się odzwierciedlić pracę oryginalnego układu dźwiękowego C64 a mianowicie układu scalonego SID. Najlepiej oceńcie sami:

1. Oryginalny Commodore C64C (SID 8580):

2. The C64:

Uruchommy VIC 20. Zgłasza się ze swoimi standardowymi 4KB pamięci RAM. Co ciekawe możemy emulować rozszerzenia pamięci i to zarówno VIC 20 jaki i C64. Dodatkową dla obu komputerów bardzo ciekawą opcją jest możliwość konfigurowania środowiska uruchomieniowego dla każdego programu lub grupy programów. Możemy to osiągnąć albo przez dodanie słów kluczowych po podkreśleniu do nazwy pliku, albo przez stworzenie pliku konfiguracyjnego CJM. Z opcji konfiguracyjnych mamy między innymi: platformę na jakiej program będzie uruchomiony, ilość pamięci RAM, tryb graficzny z opcją przesuwania obrazu w górę i w dół jeżeli pewne linie są niewidoczne, przypisanie joysticka USB do portu 1 lub 2. Dodatkowo możemy mapować klawisze joysticka podpinając pod przyciski określone znaki klawiatury, co może być bardzo wygodne podczas grania w gry, które wymagają również obsługi z poziomu samej klawiatury. Jest to opisane szczegółowo w dostępnym online bardzo dobrym podręczniku użytkownika. Spróbujmy odpalić grę przeznaczoną na VIC 20. Odpalamy ponownie tryb karuzeli i wybieramy program przeznaczony na tę maszynę.

Grafika nie powala rozdzielczością mamy natomiast tryb kolorowy co w owych czasach było już sporym osiągnięciem. 🙂
Dodatkowo możemy w każdej chwili sprawdzić jaką wersją oprogramowania firmware dysponujemy i w razie konieczności w łatwy sposób dokonać aktualizacji poprzez umieszczenie pliku z najnowszą wersją w głównym katalogu dysku USB i uruchomienie aktualizacji.

Podsumowując, jestem mile zaskoczony, oczekiwałem niedopracowanego emulatora C64, a otrzymałem dobrze działającą maszynę emulującą zarówno C64 jak i VIC 20, z w pełni funkcjonalną klawiaturą, opcją pracy w trybie klasycznym i bardzo dużymi możliwościami konfiguracyjnymi środowiska pracy programów. Wszystko jest ze smakiem zaprojektowane i działa bez zarzutu, chyba tylko raz na poprzedniej wersji firmware’u udało mi się The C64 zawiesić.

Trzeba przyznać, że autorzy wykonali kawał dobrej roboty i dla osób, które nie chcą lub nie mogą wrócić do oryginalnego C64 jest to bardzo ciekawa opcja. Dodając do tego wrażenia związane z jakością opakowania i samego produktu oraz podręcznika muszę przyznać, że moje sceptyczne podejście „to tylko konsola” zostało szybko zastąpione ciekawością i przyjemnością użytkowania tego urządzenia. Nie jest to oryginał, ale widać serce włożone przez autorów i za to im chwała.

Komputer został opracowany w Wielkiej Brytanii, dystrybucją zajmuje się niemiecka firma Koch Media i jest dostępny zarówno w Europie jak i w Ameryce Północnej, Australii i Nowej Zelandii. Polecam też klip reklamowy, który swoją atmosferą przypomina serial Stranger Things. 🙂

***

Czas kończyć dzisiejszy wpis, przy okazji chciałbym poinformować Szanownych Czytelników, iż w związku z wakacjami autor też trochę zwalnia i wpisy będą się pojawiać co dwa tygodnie i niewykluczone, że już wkrótce ruszy wersja równoległa w jezyku angielskim. Życzę Wam udanego tygodnia, słonecznych wakacji, chwili dla siebie i oczywiście odpoczynku, czasu na książkę, hobby i może na The C64! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.